Ogłoszenia

*Dodałam nowy rozdział zapraszam do komentowania ;)
* Dziękuję za ponad 11 tys. wejść! <3
*Jeżeli chcecie być informowani o nowych rozdziałach zostawcie swoje twittery w zakładce "Informowani" ;)

czwartek, 2 maja 2013

Rozdział 10.


Wszyscy zwrócili swój wzrok w kierunku Louisa.
- Pogięło Cię koleś? Wakacje? Teraz? - dziwił się Harry.
- No ale czemu nie? To przecież dobry pomysł. My nie mamy dużo pracy teraz a nic się nie stanie jeśli dziewczyny na jakiś czas opuszczą studia. Nie dajcie się prosić. Odpoczniemy, zrelaksujemy się, odwiedzimy parę klubów - namawiał nas Lou.
- Nie wiem czy to dobry pomysł. Nie chcę opuszczać studiów. Zbyt ciężko pracowałam żeby się tam dostać nie chcę ich teraz olewać. Mogliby mnie wyrzucić - protestowałam.
- Vi daj spokój - powiedział Zayn w moim kierunku - Louis ma rację. Nam wszystkim przyda się trochę odpoczynku. To co wy na to? - zapytał a wszyscy z wyjątkiem mnie pokiwali głowami. Nie byłam pewna czy chcę spędzać ten czas przyglądając się miłosnym uniesieniom Zayna i Pezz. Po tym co się ostatnio między nami wydarzyło każda myśl o nich sprawia mi ból.
- Ivy daj spokój. Przecież nic się nie stanie jak opuścisz na tydzień uczelnię a razem będziemy się świetnie bawić - zaszczebiotała moja kuzynka.
- No... Dobrze. Zgadzam się, ale gdzie się wybieramy?
- Na Wyspę Bora Bora! - krzyknął wyraźnie uradowany Lou.
- Gdzie?! Jesteś szalony - wyrwało się z moich ust.
- Wylatujemy jutro o trzynastej więc pakować manatki ludzie. Imprezy czekają!
- To ja powinnam już się zbierać
- Odprowadzę Cię - uśmiechnął się Zayn i ruszyliśmy w kierunku drzwi wejściowych. Ubrałam się i opuściliśmy apartament. Schody przemierzaliśmy w ciszy co chwila rzucając sobie ukradkowe spojrzenia. Kiedy do pokonania została nam ostatnia para schodów mulat chwycił moją dłoń i przyciągnął do siebie.
- Chyba nie myślałaś, że wypuścił bym Cię tak bez pożegnania - oznajmił i złączył nasze wargi razem przypierając mnie do ściany. Pocałunek był namiętny, nasze języki  zacięcie walczyły o dominację a kiedy się od siebie oderwaliśmy obydwoje nie mogliśmy złapać tchu. Zayn przesunął opuszkami palców po moim zaróżowionym policzku i uśmiechnął się szeroko.
- Jesteś taka piękna Vi - powiedział a ja zawstydzona spuściłam wzrok.
- Muszę już iść - jeszcze raz przelotnie cmoknęłam go w usta i skierowałam się w stronę szklanych drzwi wyjściowych. Boże w co ja się wpakowałam? Teraz będziemy się chować po kątach żeby móc okazać sobie choć trochę uczuć? To chore, jednak nie chcę z tego rezygnować. Mimo ryzyka, że możemy zostać przez kogoś przyłapani teraz w końcu jestem szczęśliwa. Złapałam taksówkę i wróciłam do domu. Kiedy zatrzasnęłam za sobą drzwi od razu skierowałam się do szafy żeby zacząć pakować ubrania na jutrzejszy wyjazd. Wyrzuciłam wszystko z szafy i zaczęłam wybierać lżejsze, letnie ubrania. Przecież ja nawet nie mam co ze sobą tam zabrać! W Londynie nie ma raczej takich upałów więc nie posiadam odpowiednich ubrań. Czas na zakupy. Wyjęłam z kieszeni telefon i wybrałam numer Eleanor prosząc o pomoc. Dziewczyna od razu się zgodziła. Umówiłyśmy się za pół godziny w centrum handlowym. Kiedy dotarłam na miejsce El już była. Biegałyśmy razem po sklepach szukając odpowiednich ubrań. Zakupy z Eleanor są o wiele bardziej przyjemne niż te z Perrie. Kiedy skończyłyśmy w mojej garderobie przybyły dwa kostiumy kąpielowe, dwie sukienki, jeansowe szorty i kilka topów. Byłam na prawdę zadowolona. Wróciwszy do domu, mimo wyczerpania spowodowanego zakupami musiałam w końcu spakować walizkę. Podświadomie wyobraziłam sobie minę Zayna kiedy zobaczy mnie w kostiumie kąpielowym i uśmiechnęłam się do siebie. Nagle coś mnie tchnęło i wzięłam na kolana laptopa po czym weszłam na stronę jednego z potali plotkarskich. No tak. Mogłam się tego spodziewać.

          Zayn Malik w końcu pokazał światu wybrankę swojego serca!
Na gali z okazji premiery najnowszego filmu słunnego brytyjskiego reżysera nie mogło zabraknąć gwiazd zespołu One Direction. Jeden z chłopców - Zayn Malik przyprowadził na galę swoją dziewczynę Perrie Edwards. Jest to sdudentka na uniwersytecie Royal Academy od Music. Para spotyka się już od roku i wnioskując z wypowiedzi Zayna są razem bardzo szczęśliwi.
"Kocham Perrie i nie wyobrażam sobie życie bez niej. Jest dla mnie wszystkim."
                   Nam pozostaje tylko życzyć tej wspaniałej parze wytrwałości i dużo miłośći.



Ze łzami w oczach zatrzasnęłam laptopa. Mimo, że Zi zapewniał mnie o swoich uczuciach do mnie nie potrafiłam zignorować tego co przed chwilą przeczytałam. Świat myśli, że są kochającą się, szczęśliwą parą. Nikt nie ma pojęcia co tak naprawdę czuje Zayn, że zdradził Pezz. A ja byłam główną przyczyną tej zdrady. Wiem, że teraz będę musiała znosić te wszystkie słodkie plotki na temat ich związku i mam nadzieję, że sobie z tym poradzę. Na prawdę chciałabym kiedyś móc otwarcie powiedzieć " Zayn Malik to mój chłopak i jesteśmy razem szczęśliwi" jednak na razie pozostaje mi tylko czekać. Westchnęłam i udałam się do łazienki żeby wziąć prysznic. Przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka. Kiedy już prawie zasypiałam usłyszałam dźwięk mojego telefonu sygnalizujący nową wiadomość. Sięgnęłam na szafkę nocną po białe urządzenie spoglądając na nadawcę wiadomości i uśmiechnęłam się.
Dobranoc księżniczko xx Zapowiada się wspaniały tydzień.;) PS: Hazza kazał przekazać że jedzie z nami Alex – jego przyjaciółka.
Nie przestając się uśmiechać wystukałam na ekranie odpowiedź i odłożyłam telefon na miejsce. Zamknęłam oczy i z uśmiechem na ustach odpłynęłam do krainy Morfeusza. Obudził mnie natarczywy dzwonek telefonu. Kto dobija się do mnie o tak wczesnej godzinie?! Półprzytomna odebrałam połączenie.
-Halo?
- Boże Ivy. Za półtorej godziny wylatujemy a ty jeszcze śpisz?! – usłyszałam w słuchawce zdenerwowany głos mojej kuzynki.
-Cooo? – szybko spojrzałam na zegarek i przeraziłam się. Jak mogłam spać tak długo? Pośpiesznie podziękowałam Perrie za pobudkę i pobiegłam do łazienki. Szybko związałam włosy w koński ogon i wciągnęłam na siebie ciemne obcisłe jeansy, jasną jeansową koszulę a na nogi założyłam czarne conversy do kostki.
 Szybko spakowałam do torby wszystkie potrzebne dokumenty chwyciłam rączkę walizki i po wcześniejszym upewnieniu się, że wszystkie okna są pozamykane wyszłam z domu. W pośpiechu złapałam taksówkę i podałam kierowcy adres chłopaków. Kiedy dojechaliśmy wszyscy zniecierpliwieni czekali pod budynkiem. Grzecznie się z każdym przywitałam włączając w to wysoką, szczupłą blondynkę która okazała się być przyjaciółką Harrego.
- Wszyscy wszystko mają? Możemy ruszać? – Zapytał Louis.
- O mój Boże. Zapomniałem paszportu! – krzyknął Zayn i wbiegł do budynku.
- Ale on nie ma klucza! – zauważyła Pezz.
- Daj mi go pobiegnę za nim – powiedziałam biorąc od fioletowowłosej klucz i pobiegłam do budynku.
- Zayn zaczekaj! – zdążyłam zanim chłopak wbiegł do windy – Nie masz kluczy!
- Chodź ze mną!
- Nie wejdę do windy dobrze o tym wiesz.
- Nie mamy czasu iść schodami. Nic Ci się nie stanie. – powiedział i za rękę wciągnął mnie do windy. Zanim zdążyłam zareagować wcisnął guzik z 11 piętrem i winda ruszyła. Momentalnie zaczęłam się trząść ze strachu i poczułam ręce mulata obejmujące mnie. Zaczął szeptać do mojego ucha że wszystko będzie dobrze. Nagle poczuliśmy mocne szarpnięcie i winda stanęła. Zrobiło mi się słabo.
- Co się stało?! Utknęliśmy tu?! – krzyczałam zdenerwowana.
- Ivy spokojnie. Nic się nie stało. Zaraz wezwiemy pomoc i nas stąd wyciągną. Wszystko będzie dobrze tylko musisz się uspokoić – szeptał mocniej mnie przytulając – Trzeba zadzwonić do reszty żeby lecieli bez nas. Dolecimy do nich jutro – oznajmił wyciągając z kieszeni telefon. W czasie kiedy on rozmawiał jak mniemam z Louisem ja próbowałam się uspokoić. Kojący dotyk Zayna bardzo pomagał jednak to nie było wystarczające. Oparłam się o ściankę windy i próbowałam uspokoić przyspieszony oddech. Chłopak spojrzał na mnie zmartwiony i podszedł bliżej opierając ręce po obu stronach mojej głowy.
- Vi, wszystko będzie dobrze słyszysz? Nic się nie dzieje. Niedługo ktoś nas stąd wyciągnie – powiedział zbliżając się do mnie. Po chwili poczułam jak jego ciepłe wargi dotykają moich. Momentalnie poczułam się lepiej. Oddałam pocałunek i zaplotłam ręce na jego karku
 mierzwiąc jego czarne włosy. Ręce mulata sunęły w dół moich pleców docierając do moich pośladków, które ścisnął powodując tym mój jęk. Chłopak skorzystał z okazji i jego język wślizgnął się do moich ust. Podniósł mnie do góry a ja zaplotłam nogi wokół jego bioder. Na chwilę oderwaliśmy się od swoich ust żeby złapać oddech. Popatrzyłam mu w oczy i dostrzegłam w nich śmiejące się iskierki.
- Jesteś szczęśliwy Zi ? – zapytałam.
-Oczywiście, jak zawsze kiedy jestem z Tobą – szepnął i po raz kolejny złączył nasze usta razem. Delikatnie przygryzłam jego dolną wargę pogłębiając pocałunek. Przyparł mnie do ścianki windy i opuścił na ziemię. Chwilę później jego ręce zawędrowały pod moją koszulkę a po całym moim ciele przeszły dreszcze spowodowane jego dotykiem. Kiedy próbowałam zsunąć jeansową kurtkę z jego ramion poczuliśmy kolejne szarpnięcie i winda ruszyła. Jęknęłam z niezadowoleniem i oderwałam się od chłopaka.
- Widzisz, nie było tak strasznie – uśmiechnął się splatając palce naszych dłoni razem – A to co zaczęliśmy dokończymy w apartamencie – puścił mi oczko a ja się zarumieniłam. Kiedy dojechaliśmy na górę mulat otworzył drzwi a ja weszłam do mieszkania. Natychmiast po zamknięciu drzwi znalazł się obok mnie obejmując mnie w talii i próbując pocałować, jednak ja miałam inne plany. Odepchnęłam go od siebie i zaczęłam uciekać do jego sypialni.
- Za karę że kazałeś jechać mi windą – krzyknęłam zamykając za sobą drzwi na klucz. Chłopak uderzał w nie pięścią prosząc żebym go wpuściła jednak ja nie miałam najmniejszego zamiaru się go słuchać. Kiedy przestał delikatnie przekręciłam klucz w zamku ale nie otworzyłam drzwi. Rozejrzałam się po pokoju i zobaczyłam kilka ramek ze zdjęciami na komodzie. Podeszłam do nich i zaczęłam oglądać. Na pierwszym zdjęciu był on z rodzicami, na kolejnym z siostrami jednak ostatnie zdjęcie zdziwiło mnie najbardziej. Przedstawiało Zayna jako dwunastoletniego chłopca przebranego za żołnierza. Uśmiechnęłam się do siebie. Dokładnie pamiętam kiedy zostało zrobione to zdjęcie. Jestem jego autorką. Wciąż się uśmiechając rzuciłam się na łóżko patrząc w sufit. Zamknęłam na chwile oczy a kiedy je otworzyłam mój wzrok powędrował na szafkę nocną, na której stała ramka ze zdjęciem Zayna i Perrie. Tak szybko jak uśmiech pojawił się na mojej twarzy tak szybko znikł. Nadal czułam się winna tego, że ją okłamujemy. Chwyciłam ramkę w dłonie i przejechałam opuszkami palców po twarzy mulata. Wydawał się szczęśliwy. Moje rozmyślania przerwał właśnie Zi kładący się na łóżku obok mnie. Wyjął ramkę z moich rąk i odłożył na bok. Nachylił się nade mną i zaczął łaskotać. Śmiałam się jak małe dziecko. Kiedy przestał delikatnie mnie pocałował a kiedy się ode mnie oderwał popatrzył w moje oczy.
- Roweno Hastings – zwrócił się do mnie pełnym imieniem – Kocham Cię najbardziej na świecie. Już zawsze będziemy razem i nic nas nie rozdzieli.
- Nawet Perrie?
- Nawet ona.
- Obiecujesz? – szepnęłam.
- Obiecuję – powiedział oplatając dłońmi moją talię. Wtuliłam się w jego tors i zamknęłam oczy. Chcę żeby tak było już zawsze.





Witajcie! <3
Na początek przepraszam za tak długą nieobecność tutaj.:*
Dodaję rozdział 10, który zbyt ciekawy nie jest, ale cóż. Nie miałam nawet czasu sprawdzić błędów więc z góry przepraszam. Dzisiaj o 4 rano wyjeżdżam za granicę i czeka mnie 12 godzin drogi więc będę siedzieć i pisać dla was kolejne rozdziały. Nexta dodam zaraz po powrocie bo nie wiem czy będę tam miała dostęp do intenetu.
Pozdrawiam was - Ivy.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

niedziela, 14 kwietnia 2013

Rozdział 9.



Nie widzę sensu umieszczania tu tego komunikatu bo i tak go pewnie zignorujecie. Jednak: UWAGA ROZDZIAŁ ZAWIERA TREŚCI +18.


Wzięliśmy z Zanem taksówkę i udaliśmy się do mojego mieszkania. Każde z nas doskonale wiedziało do czego to zmierza jednak obydwoje chcieliśmy tego równie mocno. Nie myślałam w tamtym momencie o Perrie ani o tym czy ktoś zauważy naszą nieobecność. Liczył się tylko on. Podczas drogi nic nie mówiliśmy. Zayn tylko patrzył mi w oczy bawiąc się palcami moich dłoni. Byłam szczęśliwa. Kiedy taksówka się zatrzymała zapłaciliśmy i udaliśmy się w stronę mieszkania. Kiedy tylko drzwi się za nami zamknęły poczułam dłonie mulata oplatające mnie w talii. Przyciągnął mnie do siebie i zanim się zorientowałam poczułam jego usta na swoich. Nie zastanawiając się oddałam pocałunek. Językiem przejechał po mojej dolnej wardze prosząc o dostęp, który dałam mu rozchylając wargi. Wplotłam dłonie w jego włosy delikatnie szarpiąc. Zaczęliśmy cofać się w kierunku sypialni nie przestając się całować. Kiedy dotarliśmy do sypialni i dotknęłam nogami łóżka zatrzymaliśmy się. Zayn przeniósł się z pocałunkami na moją szyję, którą odchyliłam do tyłu żeby dać mu lepszy dostęp. Cicho jęknęłam kiedy przygryzł i zassał moją skórę, pozostawiając po sobie purpurowy ślad w postaci malinki.
-Teraz jesteś moja – szepnął a ja poczułam dreszcze przebiegające przez moje ciało.  Jego dłonie powędrowały do zamka mojej sukienki, który zaczął powoli odsuwać. Po chwili wylądowała na podłodze. Zayn delikatnie popchnął mnie na łóżko a ja w ostatniej chwili chwyciłam jego koszulę powodując, że wylądował na mnie. Zsunęłam z jego ramion marynarkę i zabrałam się za odpinanie jego koszuli. Kiedy odpięłam ostatni guzik podzieliła ona los marynarki oraz sukienki i wylądowała na podłodze. Jednym zwinnym ruchem przekręciłam nas tak, że teraz to ja byłam na górze. Zaczęłam dłońmi kreślić niezrozumiałe wzory na jego klatce piersiowej gdzieniegdzie składając pocałunki. Mulat ulokował swoje ręce na moich udach i zaczął sunąć coraz wyżej aż dotarł do moich bioder. Niespodziewanie obrócił nas tak,
 że znów znajdowałam się pod nim a jego ręce znalazły się na moim brzuchu. Opuszkami palców przejechał po moim tatuażu znajdującym się pod prawą piersią i popatrzył na mnie z zaciekawieniem.
- Dlaczego akurat „hope” ? – zapytał, a ja poczułam, że na moje policzki wstępują rumieńce.
- Eee… Wiesz, zawsze miałam nadzieję, że kiedyś do mnie wrócisz… – wyszeptałam zawstydzona.
Zayn jeszcze przesunął palcami po wytatuowanym wyrazie po czym pocałował miejsce, w którym się znajdował. Spojrzał mi w oczy i jego rozgrzane wargi odnalazły moje. Na początku pocałunki były subtelne, delikatne jednak z czasem stały się bardziej zachłanne. Delikatnie przygryzłam jego dolną wargę, na co cicho jęknął. Jego dłonie odnalazły zapięcie mojego stanika i jednym szybkim ruchem odpiął go. Ja w tym momencie siłowałam się z paskiem jego spodni. Kiedy mi się udało zaczęłam je z niego zsuwać i przy malutkiej pomocy z jego strony udało mi się ich pozbyć całkowicie. Zayn powrócił do składania pocałunków na mojej szyi. Jęknęłam w momencie gdy ścisnął moją pierś. Podniecenie, które odczuwałam potęgowało się z każdą chwilą. Zresztą Zi chyba borykał się z tym samym, świadczyło o tym sporych rozmiarów wybrzuszenie w jego czarnych bokserkach.
- Zi proszę nie męcz mnie – szepnęłam.
Chyba zachęciłam go tym do działania bo po chwili ściągał ze mnie koronkowe majtki. Głośno wciągnęłam powietrze kiedy bez ostrzeżenia wsunął we mnie dwa palce i zaczął nimi poruszać.
- Zayn, zrób to – starałam się zabrzmieć stanowczo.
Chłopak wstał po czym wyciągnął z kieszeni swoich spodni kwadratowe opakowanie i rozerwał je. Zsunął z siebie bokserki i założył prezerwatywę po czym wrócił na łóżko i nachylił się nade mną. Jego usta po raz kolejny złączyły się z moimi w pocałunku. Wszedł we mnie, a ja wbiłam paznokcie w jego plecy głośno dysząc. Każde kolejne pchnięcie sprawiało, że byłam coraz bliżej końca. Przesunęłam paznokciami po plecach mulata
 zostawiając na nich czerwone ślady. Zayn zaczął składać przelotne pocałunki na mojej szyi i piersiach. Kiedy przyspieszył miałam wrażenie, że już długo nie wytrzymam.
- Zayn, ja zaraz… - wydyszałam.
- Jeszcze chwila – powiedział.
Z każdym kolejnym pchnięciem coraz mocniej wbijałam paznokcie w jego i tak czerwone plecy. Zi wysunął się ze mnie by po chwili wejść mocno, do samego końca. Tego było już za wiele. Doszłam z głośnym krzykiem na ustach. Chłopak wykonał jeszcze kilka mocniejszych pchnięć po czym wykończony opadł na poduszki obok mnie. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową a on objął mnie ramieniem. Leżeliśmy tak nic nie mówiąc, starając się doprowadzić swoje urywane oddechy do normalnego stanu. Zayn bawił się palcami mojej lewej dłoni, która w porównaniu z jego była malutka.
- Zi co teraz będzie? – zapytałam.
Mulat westchnął tylko. Spodziewał się tego pytania prędzej czy później. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że nie może teraz rozstać się z Perrie. Nie w momencie kiedy dopiero co przedstawił ją światu.
-  Nie wiem. Naprawdę. Ale damy sobie radę. Nie przejmuj się Vi  - powiedział i przyciągnął mnie bliżej siebie całując mnie w czoło. Czułam się taka szczęśliwa i bezpieczna. Chciałam żeby tak było już zawsze jednak wiedziałam, że przynajmniej to co do siebie czujemy musi pozostać w ukryciu. Wtuliłam się mocniej w Zayna i odpłynęłam. Sen miałam bardzo niespokojny. Śniłam o tym że Pezz dowiedziała się o nas. Strasznie się wściekła, cały czas krzyczała i płakała. Przerażona poderwałam się z łóżka w momencie gdy miała uderzyć mnie w twarz. Mój oddech był przyspieszony i wydawałoby się, że serce zaraz wyskoczy mi z piersi. Przerażona rozejrzałam się po sypialni i zorientowałam się, że nie ma w niej mulata. Zauważyłam nasze ubrania nadal porozrzucane po podłodze a w moim umyśle od razy pojawiło się wspomnienie wczorajszej nocy, na które moje policzki spłonęły rumieńcem. Wstałam i skierowałam się do szafy skąd wyjęłam czystą bieliznę i założyłam na siebie. Na to narzuciłam jedynie białą koszulę Zayna, której rękawy podwinęłam do łokci i udałam się do kuchni. Widok jaki tam zastałam przyprawił mnie o wybuch śmiechu. Zi starający się zrobić śniadanie co całkowicie mu  nie wychodziło. Chciałabym mieć takie widoki każdego poranka, jednak wiedziałam, że to niemożliwe. Przynajmniej na razie.  Podeszłam do chłopaka, przelotnie pocałowałam go w policzek i wyjęłam z jego rąk patelnię, na której nieudolnie próbował usmażyć jajecznicę na bekonie. Zabrałam się ja kończenie jego pracy co mulat skutecznie mi utrudniał składając drobne pocałunki na mojej szyi. Kiedy śniadanie było gotowe usiadłam mu na kolanach i zaczęłam karmić tostem z dżemem jagodowym co oczywiście skończyło się tym, że ubrudzoną miał całą buzię. Zachowywaliśmy się jak małe dzieci. Co chwila obdarowywaliśmy się pocałunkami i wybuchaliśmy głośnym śmiechem. Było perfekcyjnie. Ale oczywiście wszystko co dobre szybko się kończy. Zayn dostał smsa, po którym wyraz jego twarzy z radosnego stał się poważny.
- Coś się stało? – spytałam.
- To Perrie. Muszę wracać – powiedział a na moją twarz w jednej chwili wkradł się smutek. No tak. Pezz. Nie wiem dlaczego zrobiło mi się przykro. Przecież doskonale wiedziałam, że to nie może trwać wiecznie.
- Heej. Nie bądź smutna – szepnął i przytulił mnie – Teraz naprawdę muszę już iść i wytłumaczyć się Perrie dlaczego wczoraj zniknąłem bez słowa, ale może wpadłabyś do nas wieczorem?
- Zi jak ty to sobie wyobrażasz? Po dzisiejszej nocy mamy się zachowywać jak przyjaciele? To raczej niemożliwe.
- Wiesz, że nie mogę zostawić teraz twojej kuzynki ale obiecuję, już nie długo. Po prostu chcę być przy Tobie. Nawet jeżeli mamy udawać tylko przyjaciół. Przyjdziesz? Proszę – popatrzył na mnie błagalnie.
- No dobrze – zgodziłam się a w nagrodę otrzymałam szeroki uśmiech  Zayna i buziaka. Skoro musiał już iść musiałam oddać mu jego koszulę, co zrobiłam dość niechętnie. Polubiłam ją. Kiedy był już gotowy odprowadziłam go do drzwi i pożegnaliśmy się długim pocałunkiem. Kiedy wyszedł westchnęłam głęboko i udałam się do kuchni żeby posprzątać bałagan po dzisiejszym śniadaniu. Kiedy wszystko było czyste poszłam do łazienki żeby wziąć prysznic. W momencie gdy gorące krople wody spłynęły na moje ciało wyrzuty sumienia zalały mój umysł. Jestem zakochana w chłopaku mojej kuzynki. Mało tego. Uprawiałam z nim seks i wcale nie czuję się z tym źle. Co jest ze mną nie tak? Pokręciłam głową i wyszłam z kabiny owijając włosy jednym ręcznikiem a ciało kolejnym. Dokładnie wytarłam się po czym nałożyłam na siebie bieliznę i luźną, długą koszulkę. Stanęłam przed lustrem i zaczęłam suszyć włosy. Kiedy skończyłam wpadłam na pomysł. Mamy z Zaynem udawać przyjaciół. Zgodziłam się na to, ale kto powiedział, że mam mu to zadanie ułatwiać? Stanęłam przed szafą i zaczęłam wybierać ubrania. Zdecydowałam się na króciutkie jeansowe szorty z brązowym paskiem, czarne rajstopy, biały t-shirt w małe czarne kropki
 a do tego postanowiłam założyć czarną marynarkę. Włosy zostawiłam w lekkim nieładzie a oczy podkreśliłam czarną mascarą. Wsunęłam na stopy czarne conversy, wzięłam torbę i byłam gotowa do wyjścia. Taksówką dojechałam pod apartamentowiec chłopaków i wdrapałam się schodami na górę. Stanęłam przed drzwiami mieszkania i zapukałam. Otworzył mi wiecznie uśmiechnięty blondyn, który od razu porwał mnie w ramiona.
- Jak tam? Pewnie jesteś zmęczona. Za Tobą długa noc – śmiesznie poruszył brwiami a ja uderzyłam go w ramię.
- Ała! Za co to?
- Już ty dobrze wiesz – odpowiedziałam i wyminęłam go w drodze do salonu. Byli prawie wszyscy łącznie z modelką, która była z Harrym na premierze z wyjątkiem Liama i Danielle, na co szczerze się ucieszyłam. Mój wzrok padł na Perrie siedzącą na kolanach Zayna i poczułam ukłucie zazdrości. Miała na co dzień to czego ja nie mogłam. Harry zaproponował zamówienie czegoś do jedzenia więc zajęliśmy się nakrywaniem stołu. Kiedy przyjechała pizza zajęliśmy miejsca. Jak zawsze usiadłam obok Nialla. Miejsce po mojej drugiej stronie Zajął mulat a obok niego moja kuzynka. Atmosfera przy stole była swobodna. Rozmawialiśmy o błahostkach. Wzięłam łyk coli do ust i mało co się nie zakrztusiłam kiedy poczułam na prawym udzie rękę Zayna sunącą do góry. Odtrąciłam ją i nachyliłam się w jego stronę tak, że nikt nie mógł usłyszeć co mówię.
- Odbiło Ci? Tutaj są wszyscy. Ktoś mógł zauważyć – wyszeptałam.
- Trzeba było założyć krótsze spodenki – odpowiedział a ja uśmiechnęłam się do siebie wiedząc, że osiągnęłam zamierzony efekt. Ręka chłopaka znów spoczęła na moim udzie i kciukiem zaczął kreślić na nim kółka. Było to przyjemne ale odwróciłam się do Nialla wciągając go w rozmowę i starając się ignorować poczynania mulata. Gdy całe jedzenie zniknęło ze stołu przenieśliśmy się do salonu. Chłopcy zaproponowali karaoke a wszyscy pokiwali głowami z entuzjazmem. Wszyscy z wyjątkiem mnie. Jedyną osobą, oprócz moich rodziców, która słyszała jak śpiewam, oprócz moich rodziców, która słyszała jak śpiewam był Zayn. Nie lubiłam robić tego publicznie. Owszem byłam na studiach muzycznych ale na razie mieliśmy samą teorię. Naprawdę nie chciałam śpiewać tutaj, gdzie wszyscy zajmują się muzyką zawodowo, łącznie z Pezz, która jest na drugim roku tych samych studiów ale śpiewa we własnym zespole. Nie jest on sławny, ale to zawsz coś. Louis zaproponował rozlosowanie par. On sam miał śpiewać z Harrym, Perrie z Niallem, Eleanor z Mayą a ja z Zaynem. Występowaliśmy jako drudzy. Zdenerwowana mocno ścisnęłam dłoń mulata dając mu do zrozumienia, że chyba nie dam rady.
- Poradzisz sobie. Masz śliczny głos – szepnął.
Wylosowaliśmy piosenkę The Fray – Look After You. Ucieszyło mnie to bo kochałam ten utwór. Pierwszą zwrotkę śpiewał mój towarzysz natomiast ja miałam włączyć się w refrenie i zaśpiewać drugą. Kiedy solówka Zayna zbliżała się ku końcowi, chwycił moją dłoń a ja zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech. Zaczęłam śpiewać wyobrażając sobie jakbym robiła to tylko dla niego. Skończyliśmy piosenkę patrząc sobie w oczy a każdy zaczął bić brawo. Posypało się kilka komplementów na temat mojego głosu, za które grzecznie podziękowałam nie zwracając na nie większej uwagi. Kiedy konkurs karaoke się zakończył rozłożyliśmy się na kanapie, fotelach i podłodze i każdy opowiadał różne śmieszne przeżycie ze swojego dzieciństwa. Nagle Louis poderwał się z miejsca krzycząc:
- Wpadłem na genialny pomysł. Lecimy na małe wakacje.



Heej.
Dawno mnie tu nie było.Miałam dodać wczoraj, ale miałam gości i nie zdążyłam napisać. Ostatni tydzień był do kity. Nawet nie miałam chwili żeby usiąść i coś napisać. We wtorek o 2 w nocy wyjechałam na wycieczkę do Oświęcimia a w środę o 6 rano musiałam wstać i jechać na konkurs geograficzny. Wracając do rozdziału. Nie umiem pisać scen +18 i zjebałam. No ale cóż. Za wszystkie błędy przepraszam, nie miałam czasu sprawdzić.
Dziękuję wszystkim za cierpliwość i za życzenie powodzenia na egzaminach.<3 Na pewno się przyda.;)
Pomyślałam sobie, że może mogłabym założyć aska. Chcielibyście się czegoś o mnie dowiedzieć?
Pozdrawiam - Ivy.

sobota, 6 kwietnia 2013

Przepraszam.

Kurde, kurde, kurde. Strasznie was wszystkich przepraszam. Dwoję się i troję żeby dodać dzisiaj rozdział ale raczej mi się nie uda. Wiem, wy jesteście takie kochane a ja jestem beznadziejna. Czekacie już tyle czasu a ja kolejny raz nawalam. Za dwa tygodnie mam egzamin teraz mam urwanie głowy w szkole, ale to żadne tłumaczenie.
 Jeszcze raz przepraszam, jestem okropna, wiem - Ivy.;(

piątek, 29 marca 2013

Rozdział 8.


Od kłótni z Zaynem minął tydzień. Siedem długich dni. Dni podczas których starałam się przywrócić moje życie na właściwy tor. Uczyłam się żyć bez Deana, próbowałam za wszelką cenę wyrzucić mulata ze swoich myśli – bezskutecznie. Dwa razy spotkałam się z Niallem, który powiedział, że mój przyjaciel zamknął się w sobie, nie chce nikogo do siebie dopuścić. Dzisiaj jest sobota. Dzień, w którym wszyscy wybieramy się na premierę. Strasznie obawiam się tego wieczoru. Nie tylko dlatego, że nie wiem czy dam radę chodzić w butach które wybrała dla mnie moja kuzynka. Głównym powodem moich obaw jest właśnie Zayn. Jak zachowa się widząc mnie? A co najważniejsze jaka będzie moja reakcja kiedy pokaże się światu z Perrie? Tak bardzo chciałabym być na jej miejscu. Kiedy dwa dni temu byłyśmy razem na zakupach za wszelką cenę starałam się zachowywać normalnie i musze przyznać, że nawet mi się to udawało. Pezz przefarbowała włosy. Co jak co ale dziewczyna jest odważna, musze to przyznać. Postawiła na jeden z odcieni fioletu. Wygląda ślicznie, jak zawsze. Nie dziwię się, że to właśnie z nią Zayn zaczął się spotykać po przyjeździe do Londynu. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk mojego telefonu.
Przyjadę po ciebie o 20. Bądź gotowa. xx
Jak nie trudno się domyślić nadawcą wiadomości był nie kto inny jak kochany blondynek. Wiele razy zastanawiałam się czy nie powiedzieć mu o swoich uczuciach względem mulata. Świetnie się dogadywaliśmy i myślę, że bez problemu mogłabym nazwać go swoim przyjacielem. A więc dlaczego jeszcze mu nie powiedziałam? Nie chciałam mieszać w to dodatkowych osób a znając życie Niall przejąłby się ta sprawą i próbowałby coś zrobić, a ja nie chcę robić wokół siebie zbędnego zamieszania. Westchnęłam na wspomnienie podnoszącego mnie na duchu uśmiechu Irlandczyka i wstałam z łóżka. Udałam się do kuchni, gdzie przygotowałam sobie szybki posiłek czyli płatki owsiane z mlekiem. Wzięłam ze sobą miseczkę i usiadłam przed telewizorem uprzednio włączywszy kanał muzyczny. Nie zwracałam zbytnio uwagi na kolejne piosenki póki nie usłyszałam Little Things. Zaczęłam po cichu śpiewać zazdroszcząc chłopakom tak niesamowitych głosów. Pamiętam czasy kiedy jako dzieci planowaliśmy z Zaynem karierę. Cóż, jemu się udało a ja wylądowałam na muzycznych studiach. W sumie nie jest najgorzej. Przynajmniej jednemu z nas spełniły się marzenia. Uśmiechnęłam się sama do siebie i wstałam z kanapy żeby odnieść talerz do zmywarki. Zerknęłam na zegarek i zamarłam. Była czternasta. Ostatnio często zarywam noce płacząc do poduszki. Nie wychodzi mi to na dobre gdyż na uczelni zazwyczaj wyglądam jak widmo. Teraz zresztą też przypominam jakiegoś zombie. Roztrzepane włosy, worki pod oczami, blada cera. Muszę coś ze sobą zrobić, przecież nie mogę się pokazać na premierze w takim stanie. Szybko udałam się pod prysznic, gdzie czekoladowym żelem zmyłam z siebie wszelkie oznaki zmęczenia. Owinięta białym, puszystym ręcznikiem stanęłam przed lustrem rozczesując mokre pasma splątanych włosów. Kiedy skończyłam, udałam się do sypialni gdzie z szuflady wyciągnęłam czysty komplet czarnej bielizny, który po chwili miałam na sobie. Tak ubrana wróciłam do łazienki żeby wysuszyć włosy. Jeszcze raz popatrzyłam na swoje odbicie w częściowo zaparowanej tafli lustra i skrzywiłam się. Wszystkie otaczające mnie dziewczyny są idealne. Perrie, Eleanor a nawet wredna Danielle. Jestem stanowczo zbyt niska i przydałoby mi się zrzucić kilka kilogramów. Muszę przejść na dietę. Zrezygnowana pokręciłam głową i zabrałam się za prostowanie długich, czarnych pasm. Rzadko nosiłam proste włosy. Najczęściej związywałam je w koka bądź koński ogon lub zostawiałam roztrzepane fale. Ale dziś musiałam wyglądać nienagannie. Kiedy skończyłam postanowiłam zrobić makijaż. Musi być delikatny ale efektowny. Nałożyłam na twarz bazę i podkład dokładnie zamalowując cienie pod oczami. Pociągnęłam rzęsy mascarą a na policzki nałożyłam trochę różu dodając mojej twarzy trochę kolorów. Całość wyglądała całkiem nieźle. Teraz czas na sukienkę. Muszę przyznać, że naprawdę mi się podobała. Elegancka i prosta. Sięgała mi przed kolana. Do niej miałam dobraną czarną marynarkę i kremowe niebotyczne
 szpilki, które były sprawką Perrie. Nie wiem jak wytrzymam tyle czasu mając je na nogach. Kiedy już wszystko na siebie ubrałam, stanęłam przed lustrem podziwiając efekt końcowy. Wyglądałam ładnie. Nie byłam przesadnie wystrojona  ale według mnie mój strój był adekwatny do sytuacji. Uśmiechnęłam się pokrzepiająco do swojego odbicia i usłyszałam dzwonek do drzwi. Tak bardzo pochłonięta byłam przygotowaniami, że przestałam kontrolować godzinę. Wrzuciłam do kremowej torebki telefon i klucze i poszłam otworzyć. Jak przypuszczałam był to Niall. Gdy mnie zobaczył szeroko otworzył oczy ze zdziwienia.
- Łał. Ivy, ślicznie wyglądasz – puścił mi oczko a ja poczułam, że się rumienię.
- Dziękuję, ty też niczego sobie.
- Chodźmy. Reszta czeka w samochodzie – zamknęłam drzwi i chwyciłam go pod ramię. Kiedy wyszliśmy z klatki zauważyłam długa czarną limuzynę. No tak. To jest One Direction. Muszą mieć oryginalne wejście. Blondyn otworzył mi drzwi i gestem zaprosił do środka.
 W samochodzie byli wszyscy oprócz Zayna i Perrie, którzy mieli się z nami spotkać na miejscu. Chłopcy wyglądali elegancko, każdy w czarnym garniturze, oprócz Liama, który miał na sobie szare ciemne spodnie i szarą marynarkę. Danielle i Eleanor
 miały cudowne sukienki. Mulatka postawiła na asymetryczną kremowo-czarną, natomiast El miała na sobie śliczną, krótką, wykonaną ze srebrnych cekinów. Do tego dobrała złote buty. Droga mijała bardzo szybko a ja odczuwałam coraz większy stres przed pokazaniem się publicznie. Nawet jako przyjaciółka zespołu. Els co chwila rzucała mi pokrzepiające uśmiechy i powtarzała, że wszystko będzie dobrze. Kiedy dojechaliśmy nie wiadomo skąd obok auta pojawili się Zayn z moją kuzynką. Tworzyli fantastyczną parę. Pezz wyglądała jak księżniczka w krótkiej, fiołkowej sukience. Zi miał na sobie zwykły czarny garnitur, który tylko dodawał mu uroku. Unikałam jego spojrzenia jak ognia. Bałam się popatrzeć mu w oczy. Kiedy wysiadłam z samochodu, zdałam sobie sprawę, że przede mną najgorsza część dzisiejszego wieczoru. Przejście czerwonym dywanem. Niall zaproponował swoje ramię, które od razu chwyciłam. Wyczuł moje zdenerwowanie.
- Wszystko będzie dobrze. Nie przejmuj się – szepnął mi na ucho i ruszyliśmy przed siebie. Dziennikarze robili nam mnóstwo zdjęć. Wypytywali o mnie i o moją kuzynkę jednak chłopcy zbyli ich tylko krótkimi odpowiedziami. Ciężko mi było odnaleźć się w tym co się dzieje. Chłopcy są już przyzwyczajeni ale dla mnie to był szok. Odetchnęłam z ulgą kiedy znaleźliśmy się wewnątrz budynku, w którym miał się odbyć premierowy pokaz filmu. Zostaliśmy skierowani do ogromnej sali. Zajęłam miejsce obok Irlandczyka jednak na moje nieszczęście z drugiej strony usiadł Zayn. Przeklęłam w myślach. Przez cały film siedziałam jak na szpilkach starając się nie patrzeć w jego stronę. Gdy film zbliżał się ku końcowi chłopak nachylił się nade mną.
- Musimy dziś porozmawiać. To ważne – szepnął a ja kiwnęłam tylko głową będąc oszołomiona jego zapachem. Kiedy seans dobiegł końca wszyscy mieliśmy udać się na bankiet. Coś w rodzaju after party. Odczuwałam coraz większe zdenerwowanie spowodowane zbliżającą się rozmową. Wiedziałam, że konfrontacja z nim jest nieunikniona jednak cholernie się bałam. Na miejsce gdzie odbywał się bankiet jechaliśmy już wszyscy razem. W limuzynie cały czas czułam na sobie wzrok mulata ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Kiedy pocałował Pezz mocniej zacisnęłam dłoń na ramieniu Nialla, który cicho syknął.
- Musicie ze sobą w końcu porozmawiać. Tak dłużej być nie może – szepną mi na ucho a ja popatrzyłam na niego zdumiona.
- S-skąd wiesz? – wyjąkałam.
- Mam oczy Ivy. Waszą dwójkę ewidentnie do siebie ciągnie i jeśli interesuje Cię moja opinia to ja jestem za. Nigdy tak naprawdę nie lubiłem Perrie – powiedział a ja cicho zachichotałam – Mam nadzieję, że szybko to wyjaśnicie a Zi w końcu będzie zachowywał się jak normalny człowiek i przestanie zamykać się na całe dnie w pokoju.
- Dziękuję – pocałowałam go w policzek i kątem oka zobaczyłam karcące spojrzenie mulata kierowane w naszą stronę. Obydwoje zaśmialiśmy się cicho czym wywołaliśmy zdezorientowanie ja jego twarzy. Kiedy dotarliśmy na miejsce okazało się, że zostaliśmy przydzieleni do dwóch okrągłych stolików. Przy jednym miałam siedzieć ja z Niallem oraz Louis i Eleanor a pozostali mieli zająć drugi stolik. Po jakimś czasie Lou i El ulotnili się na parkiet a ja siedziałam z blondynem sącząc drugą lampkę białego wina. Nagle poczułam wibrację mojego telefonu. Wyciągnęłam go z torebki i zobaczyłam nową wiadomość.
Po schodach na górę. Za trzecim filarem.
Rozejrzałam się po sali i nigdzie nie mogłam dojrzeć mulata. Postanowiłam udać się na wskazane miejsce. Kiwnęłam porozumiewawczo do mojego towarzysza, który zrozumiał o co mi chodzi i pokrzepiająco się uśmiechnął. Wstałam i powolnym krokiem skierowałam się na schody prowadzące na piętro, gdzie było coś w rodzaju balkonu. Odnalazłam trzeci filar, wzięłam głęboki wdech starając się opanować drżenie mojego ciała i powoli podeszłam na wyznaczone miejsce. Stał tam, nonszalancko opierając się o marmurowy filar tak aby nikt ze zgromadzonych na dole osób nie mógł go zobaczyć. Gdy pojawiłam się w zasięgu jego wzroku zawadiacko się uśmiechnął i chwycił moją rękę przyciągając mnie do siebie.
- Tęskniłem za Tobą Ivy – wyszeptał wprost do mojego ucha delikatnie muskając je ustami – Przepraszam za moje zachowanie. Nie chciałem żeby tak wyszło – kontynuował a ja czułam jak przez moje ciało przechodzi dreszcz. Chłopak poszerzył swój uśmiech – Uwielbiam kiedy tak na mnie reagujesz. Ślicznie dziś wyglądasz. Nawet nie wiesz jak bardzo pragnąłem Cię wcześniej przytulić – zaczął ustami muskać moją szyję, którą odchyliłam do tyłu żeby dać mu lepszy dostęp.
- Zayn… - wszeptałam ledwo mogąc złapać oddech. Przerwał czynność a ja popatrzyłam mu w oczy. Nie wiadomo kiedy zaczęliśmy się do siebie zbliżać i nasze usta złączyły

się w delikatnym pocałunku. Mulat przejechał językiem po moich wargach a ja rozchyliłam je dając mu pozwolenie na pogłębienie pocałunku. Po dłuższej chwili odsunęliśmy się od siebie. Nic nie mówiąc Zayn pociągnął mnie za rękę. Starając się nie zostać zauważonym przez nikogo udaliśmy się do tylnego wejścia żeby po chwili niepostrzeżenie opuścić budynek.


Heej pyszczki. <3
Ledwo, ale zdążyłam. Za minutę północ jednak jest jeszcze czwartek.^^
Usypiam na siedząco ale przecież obiecałam wam rozdział i oto jest! ;)
Za wszelkie błędy ortograficzne i interpunkcyjne przepraszam. Nie miałam już siły sprawdzić.
Wiem, że liczyłyście na scenę +18 jednak jeszcze nie w tym rozdziale.;P Poczekajcie do następnego.
Jak zwykle proszę  o szczerą opinię na temat rozdziału.
Pozdrawiam - Ivy

sobota, 23 marca 2013

Rozdział 7.

 Z góry przepraszam, zepsułam ten rozdział.



Kiedy dostrzegłam burzę karmelowych loków znikającą za futryną automatycznie odepchnęłam od siebie mulata. Zdziwiony spojrzał na mnie jednak ja pokręciłam tylko przecząco głową i nic nie mówiąc zeskoczyłam z blatu chcąc opuścić kuchnię. Gdy miałam odchodzić Zayn złapał mnie za rękę.
- Co się stało? Nie mów, że Ci się nie podobało. Widzę jak na Ciebie działam Ivy.
- Danielle. Ona to wszystko widziała Zi. A jeżeli powie coś Perrie? To nie powinno się wydarzyć. Mieliśmy być tylko przyjaciółmi.  Idziemy w złym kierunku. – powiedziałam.
- Masz rację. To nie powinno mieć miejsca ale Vi ja już dłużej tak nie mogę. Moje uczucia względem Ciebie już dawno wymknęły się poza granice przyjaźni. Jedyne czego pragnę to poczuć twoje usta swoich. Boże. Nie wiem dlaczego to mówię. Jestem pijany i bardziej odważny niż zawsze. Nie przejmuj się Danielle. Porozmawiam z nią. Tylko proszę zostań teraz ze mną.
- Ja… To jest nie fair wobec Perrie i Deana wiesz o tym. Jest późno. Powinnam wrócić do domu.
- Myślisz, że pozwolę Ci wracać teraz samej do domu? Nawet o tym nie myśl. Zostajesz na noc. Chodź zaprowadzę Cię do sypialni. Będziesz mogła się przespać a jutro osobiście Cię odwiozę – powiedział splatając nasze palce razem i ciągnąć mnie w stronę swojej sypialni znajdującej się na końcu długiego korytarza. Otworzył przede mną drzwi i już chciał odejść jednak nie pozwoliłam mu na to.
- Zostań ze mną. Nie chcę być sama. – oznajmiłam i nie czekając na odpowiedź wciągnęłam go do sypialni. Rzuciliśmy się na łóżko a ja wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Wiedziałam, że to ostatni raz kiedy mogę pozwolić sobie na jakiegokolwiek rodzaju bliskość między nami. To co się dziś stało nie powinno mieć miejsca i doskonale zdaję sobie z tego sprawę. I mimo iż wiem, że to było złe nie mogę powstrzymać uśmiechu wkradającego się na moje usta na myśl, że jemu się to podobało, że tego chciał. Mocniej wtuliłam się w jego pierś i odpłynęłam do krainy morfeusza. Kiedy rano się obudziłam w łóżku byłam sama. Rozejrzałam się po sypialni i na stoliku nocnym
 zobaczyłam zdjęcie jego i Perrie. Szeroko się uśmiechali, byli ze sobą szczęśliwi. Nie mogę niszczyć tego swoją osobą. Wyrzuty sumienia nie dawały mi spokoju. Po tym co stało się wczoraj już zupełnie nie będę potrafiła spojrzeć brunetce w oczy. Nie zważając na to, że nadal mam na sobie jedynie miętowy sweterek zwlekłam swoje obolałe ciało z łóżka i postanowiłam udać się do kuchni gdzie z pewnością zastanę kogoś z domowników. Nie myliłam się. W pomieszczeniu byli Niall z Harrym. Robili śniadanie dla pozostałych. Właściwie to tylko loczek był zajęty przygotowywaniem posiłku, blondyn jedynie podjadał wszystko co było możliwe. Grzecznie się z nimi przywitałam i zaproponowałam swoją pomoc, która chętnie została przyjęta. Kiedy skończyliśmy  blondasek pobiegł zawołać resztę chłopaków i Pezz bo z tego co zdążyłam się dowiedzieć Danielle i Eleanor wróciły już do swoich domów. Kamień spadł mi z serca kiedy usłyszałam, że nie będę musiała znosić widoku Dani. Czułabym się w jej towarzystwie co najmniej niezręcznie. Kiedy do kuchni wszedł Zayn za rękę prowadząc moją kuzynkę mimowolnie spuściłam wzrok. Zazdrościłam mu tego, że mimo tego co mało miejsce wczoraj umiał zachowywać się normalnie. No cóż. Jest sławny musi umieć udawać. Zajęli miejsca przy stole znajdujące się dokładnie naprzeciwko mnie. Na moje szczęście obok mnie usiadł Niall więc nie musiałam znosić ich widoku tylko po raz kolejny oddałam się rozmowie z blondynem. Lubiłam go. Tak swobodnie mi się z nim rozmawiało i był naprawdę uroczy. Po wspólnie zjedzonym śniadaniu postanowiłam udać się do domu. Zebrałam z salonu pozostałe części swojej garderoby i ubrałam się. Kiedy zakomunikowałam, że wracam do domu liczyłam na to, że Zayn mnie odwiezie i będziemy mogli porozmawiać jednak Irlandczyk był szybszy i zaproponował mi podwózkę. Nie mogłam mu odmówić. Tak więc ubraliśmy się i po uprzednim pożegnaniu się z wszystkimi  opuściliśmy mieszkanie chłopaków. Kiedy powiedziałam mu dlaczego nie chcę jechać windą tylko uśmiechnął się i od razu skierował się w stronę schodów. Niall był bardzo zabawny. Podczas drogi cały czas wygłupiał się śpiewając różne piosenki, które puszczane były w radiu. Kiedy zatrzymaliśmy się na osiedlowym parkingu i już miałam się z nim żegnać zatrzymał mnie na chwilę.
- Ivy, mogę mieć do Ciebie prośbę? – zapytał trochę niepewnie.
- Jasne proś o co tylko zechcesz – zachęciłam go.
- No bo… Zespół jest zaproszony na premierę jakiegoś tam kryminału a po premierze wszyscy idziemy na after party. No i… No bo mamy zaproszenia z osobami towarzyszącymi… A ja jako jedyny nie mam partnerki. I pomyślałem sobie… Pomyślałem sobie, że może mogłabyś pójść ze mną? No wiesz tylko jako koleżanka.
- Łał. Zaskoczyłeś mnie tym.
- Jeśli nie chcesz iść zrozumiem, pójdę sam. Będę się trochę głupio czuł w towarzystwie samych par ale jakoś to przeboleję – uśmiechnął się – Wiesz. Liam zabiera Danielle, Louis idzie z Eleanor, Harry zaprosił jakąś modelkę Victorię a Zayn i Perrie w końcu zdecydowali się ujawnić swój związek – wytłumaczył lekko zawstydzony. Nie powiem, zabolała mnie wieść o ostatniej parze i to między innymi przyczyniło się do mojej decyzji.
- Pójdę z Tobą Niall – odpowiedziałam – Oczywiście tylko jako przyjaciółka – dodałam.
- Jesteś kochana Ivy. Dziękuję – ucieszył się.  – Ratujesz mi życie.
- To nic takiego. Um. Musze już lecieć. Do zobaczenia Niall. – rzuciłam i cmoknęłam go w policzek po czym opuściłam auto i skierowałam się w stronę mojego bloku. Kiedy dotarłam pod właściwe drzwi i szarpnęłam za klamkę okazało się, że są zamknięte. Zdziwiłam się gdyż liczyłam na to, że Dean będzie w domu. Przecież jest niedziela, a w niedzielę ma zajęcia tylko wieczorem. Znalazłam w torbie klucze i weszłam do środka. Mieszkanie było puste. Poszłam do naszej sypialni gdzie na łóżku znalazłam tylko pomięty skrawek papieru.
Ivy. Przepraszam za to, że tak wyszło. Coś między nami się zepsuło, nie jest tak jak dawniej. Nie chcę żebyś wmawiała sobie, że mnie kochasz kiedy doskonale zdaję sobie sprawę, że to nieprawda. Kochasz Zayna. Nie ukryjesz tego przed nikim. Muszę wyjechać. Tak. Wyjeżdżam. Nie mogę tak dłużej. Wracam do Bradford i proszę Cię nie jedź za mną. Kiedy wszystko sobie poukładasz daj mi znać. Zadzwoń czy coś.
                                                                                                                                             Przepraszam  
Dean.

Nie. To niemożliwe. On nie mógł mnie zostawić. To wszystko nie dzieje się naprawdę. Podeszłam do jego szafy i otworzyłam ją. Pusta. Zniknęły wszystkie jego ubrania. Bezsilna osunęłam się  na podłogę i zalałam łzami. Po raz kolejny ktoś ważny dla mnie znika z mojego życia. To moja wina. To wszystko przeze mnie. Nie potrafię nic oprócz ranienia bliskich mi osób. Jestem beznadziejna. Drżącymi dłońmi wyciągnęłam z torebki telefon i wybrałam tak dobrze znany mi numer. Odebrał po dwóch sygnałach.
- Ivy coś się stało?
- Zayn… On mnie zostawił, rozumiesz? Wyjechał – załkałam.
- Dean? Vi, kochanie spokojnie. Już do Ciebie jadę. Nie ruszaj się stamtąd – powiedział i rozłączył się. Nie miałam zamiaru się stąd ruszać. Nie miałam nawet siły podnieść się z podłogi. To wszystko mnie przytłaczało. Nie kochałam Deana jako chłopaka, ale traktowałam go jak brata. Był drugą najważniejszą osobą w moim życiu zaraz po Zaynie. A teraz przez swoją głupotę go straciłam. Nie wiem ile czasu siedziałam na podłodze. Kiedy poczułam obejmujące mnie silne męskie ramiona z moich oczy wypłynął kolejny potok łez.  Mulat, który zjawił się obok mnie przyciągnął moje wątłe ciało do siebie a ja wtuliłam się w niego jak małpka i zaczęłam moczyć jego koszulkę łzami. Chłopak gładził mnie po włosach jednak nic nie mówił. Wiedział, że poczuję się lepiej jeśli przez łzy dam upust swoim emocjom. Rozumiał mnie bez słów. Kiedy opanowałam płacz i uspokoiłam się popatrzyłam prosto w jego czekoladowe oczy i wyszeptałam podziękowanie za to, że jest. Zayn tylko się uśmiechnął i pomógł mi wstać.
- Nie możesz wiecznie się zadręczać. Przebieraj się. Idziemy do kina.
- Zi nie sądzę żeby to był dobry pomysł.
- Więc zostaniemy tutaj. Skoczę po popcorn i lody i obejrzymy jakiś film. Jakieś szczególne wymogi co do smaku? – zapytał mnie z uśmiechem na ustach. Kochałam ten jego wieczny optymizm. Przy nim nie było miejsca na jakiekolwiek smutki. Od razu zapomniałam o dręczącym mnie problemie.
- Czekoladowe. Chcę czekoladowe.
- Przecież ty nigdy ich nie lubiłaś – zdziwił się.
- Ale teraz mam ochotę właśnie na czekoladowe – powiedziałam stanowczo. Zayn pokręcił głową nie przestając się uśmiechać i wyszedł do sklepu. Ja w tym czasie przebrałam się w moją ulubioną, za duża bluzę z myszką micky
włosy związałam w luźnego koka. Zmyłam całkiem rozmazany makijaż a kiedy skończyłam wrócił Zi z lodami i popcornem. Mój towarzysz skorzystał z mikrofali żeby przygotować popcorn i z kubeczkami lodów zasiedliśmy przed telewizorem. Oboje jednogłośnie zdecydowaliśmy, że najlepszym wyborem jeśli chodzi o film będzie komedia. Włączyliśmy więc Kac Vegas. Ułożyłam się wygodnie plecami opierając się o tors mulata i zaczęłam pałaszować czekoladowy przysmak. Z zaciekawieniem oglądałam film, który najwyraźniej nudził mojego towarzysza gdyż po chwil jego dłonie zaczęły bawić się moimi włosami. Po chwili nie wytrzymałam.
- Możesz przestać Zi? To mnie dekoncentruje.
- To przestań oglądać. Nudzę się.
- A co chciałbyś robić ? – zapytałam a mulat spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami i przysunął się bliżej mnie i obejmując mnie od tyłu ramionami zaczął składać delikatne pocałunki na mojej szyi – Naprawdę za tydzień na premierze ujawnisz swój związek z Pezz? – wypaliłam nagle niewiele myśląc.
- Eee. Skąd o tym wiesz? – zmieszał się.
- Nieważne. Odpowiedz mi.
- Eee tak… Perrie nalegała. Twierdziła, że fani w końcu muszą się o nas dowiedzieć. Byłem temu przeciwny ale cóż…
- Więc życzę szczęścia – rzuciłam kąśliwie i wstałam z kanapy.
- Dlaczego to robisz?! – krzyknął – Zawsze rujnujesz wszystkie momenty między nami! Najpierw się do siebie zbliżamy a potem budujesz wokół siebie niewidzialny mur! Zastanów się czego naprawdę chcesz!
- Wiesz czego chcę? Chcę Ciebie! Zawsze kiedy daję się ponieść chwili i pozwalam nam na choćby najmniejsze zbliżenie, pragnę więcej. A to jest złe. Jesteś z moją kuzynką a ja nie chcę być tą trzecią! Nie chcę niszczyć przyjaźni między nami! – wyrzuciłam z siebie.
- Świetnie – rzucił i wyszedł trzaskając drzwiami a ja kolejny raz dzisiejszego dnia zalałam się łzami.







Witajcie pyszczki ! <3
Wywiązałam się z umowy miał być w sobotę i jest.;) Taak wiem nudny jak flaki z olejem ale obiecuję, że następny będzie lepszy. Postaram się dodać go już w czwartek ale nic nie obiecuję. A teraz możecie mnie skrytykować w komentarzach za to, że zjebałam ten rozdział.
Uprzedzę jakiekolwiek pytania i dodam, że między Ivy a Niallerkiem poza przyjaźnią nic nie będzie. A następny rozdział będzie jednym z tych przełomowych w tej historii ;)
W razie jakichkolwiek pytań znajdziecie mnie na twitterze: @farfromperfeect
Pozdrawiam - Ivy <3

sobota, 16 marca 2013

Rozdział 6.


Od wypadu z Zaynem do centrum handlowego minęły dwa dni. Dwa dni podczas, których mój kontakt z Deanem ograniczał się jedynie do powiedzenia sobie „dzień dobry” rano i „dobranoc” kiedy kładliśmy się spać. Nie wiem co się z nami stało. Jesteśmy dla siebie tacy oziębli, obojętni. Jakby całe uczucie, wszystko co nas łączyło nagle wyparowało. Jest sobota, mój chłopak jest na uczelni a ja leżąc samotnie w łóżku kwestionuję swoją miłość do niego. Czy ja go kocham? Zaczynam w to wątpić. Uczucia jakimi darzę Deana są zupełnie inne niż te do mulata. Zastanawiam się, czy ja po prostu nie wmawiałam sobie, że się w nim zakochałam, żeby zapełnić w sercu pustkę po stracie ukochanej osoby. Czy nie mówiąc mu co czuję do Zayna oszukuję go? Wiele razy chciałam mu wyznać jakimi uczuciami darzę mulata ale za każdym razem po prostu się bałam. Nie wiem dlaczego to ukrywam. Może po prostu nie chcę zranić jednej z osób, na których mi zależy? Doskonale zdaję sobie sprawę, że gdyby nie Dean nie byłoby mnie tutaj. Zagubiłam się w swoich uczuciach ale jedno wiem na pewno. Kocham Zayna. Kocham go cholernie mocno i nie mam najmniejszego pojęcia co zrobić z tym uczuciem. To jest chore. Jestem w związku. Powinnam być szczęśliwa i planować przyszłość z Deanem a nie rozpamiętywać to co było kiedyś, jednak nie potrafię wyrzucić Zayna ze swoich myśli. Czy rozstanę się teraz z moim chłopakiem? Oczywiście, że nie. To dzięki niemu wciąż chodzę po tym świecie i nie targnęłam się na swoje życie, gdy osoba, którą kochałam bezgranicznie opuściła Bradford. Pomagał mi pozbierać się po tym wszystkim, był dla mnie oparciem. Ciężko mi było zaufać komukolwiek a to właśnie przed nim się otworzyłam, dopuściłam go do swojego serca, pozwoliłam się sobą zaopiekować. Kiedy powiedział, że się we mnie zakochał postanowiliśmy spróbować. Nie było nam łatwo jednak po czasie odwzajemniłam jego uczucie, a przynajmniej do tej pory myślałam, że tak było. Kiedy mnie całował, dotykał nie oponowałam. Sprawiało mi to przyjemność. Pozwalałam mu na to, bo potrzebowałam bliskości. Chciałam aby na jego miejscu znalazł się Zi, jednak wiedziałam, że nie ma żadnych szans aby to się stało. Nigdy tak naprawdę nie przestałam go kochać. Ja tylko zepchnęłam uczucie do niego na dalszy plan w moim sercu stawiając Deana na pierwszym miejscu. Swoje uczucia względem mulata zrozumiałam mając czternaście lat. Przez dwa długie lata aż do jego wyjazdu kryłam się z tym. Z bólem serca patrzyłam na kolejne dziewczyny, z którymi się spotykał. Kiedy mi je przedstawiał na twarz przywdziewałam sztuczną maskę radości. Udawałam, że cieszę się z jego podbojów miłosnych jednak tak naprawdę z każdą kolejną poznawaną dziewczyną w serce wbijał mi się kolejny cierń. Tak bardzo pragnęłam znaleźć się na miejscu którejkolwiek z nich. Choć przez chwilę być kochaną przez niego. Nie powiedziałam mu o swoich uczuciach gdyż najzwyczajniej w świecie bałam się odrzucenia. Wiem, że gdybym to zrobiła było by mi prawdopodobnie dużo łatwiej. Lepiej zniosłabym rozstanie z myślą, że byłam mu obojętna. Po jego wyjeździe stałam się zupełnie inną osobą. Nie było już tej wiecznie uśmiechniętej, entuzjastycznie podchodzącej do życia Ivy. Zamykałam się na całe w pokoju, prawie nic nie jadłam, miałam myśli samobójcze. Potem pojawił się Dean i wszystko się zmieniło. Przy nim znów zaczęłam się uśmiechać. Daleko mi było do stania się taką jaka byłam kiedyś jednak on sprawił, że powróciła chociaż namiastka dawnej mnie. Wyplątałam się z pościeli i postawiłam bose stopy na zimnych panelach. Było po trzynastej jednak nawet nie zwróciłam na to uwagi. Udałam się do łazienki, gdzie zrzuciłam z siebie piżamę i weszłam pod prysznic. Kiedy gorące strumienie wody spływały po moim nagim ciele całkowicie się odprężyłam a z mojej głowy wyparowały wszelkie trapiące mnie myśli.  Dokładnie umyłam włosy moim ulubionym brzoskwiniowym szamponem i wtarłam w nie odżywkę. Wyszłam z kabiny po czym jednym ręcznikiem owinęłam swoje ciało a kolejnym włosy tworząc na głowie tzw. turban. Skierowałam się do sypialni skąd wzięłam czysty komplet błękitnej koronkowej bielizny i wróciłam do łazienki żeby go na siebie założyć. Stanęłam przed lustrem i zdjęłam biały puchaty ręcznik z głowy. Zaczęłam rozczesywać włosy zastanawiając się jak je ułożyć. W końcu zdecydowałam się na fale. Wyjęłam suszarkę i podłączywszy ją do prądu skierowałam ciepły strumień powietrza na ciemne pasma moich włosów. Zostawiłam je lekko wilgotne i użyłam pianki aby wystylizować je na fale. Kiedy skończyłam postanowiłam wybrać ubrania. Otworzyłam szafę, która dwa dni temu przeszła metamorfozę i zaczęłam się zastanawiać co na siebie założyć. Na dworze jest już bardzo chłodno i strasznie deszczowo gdyż jest koniec października.  Mój wybór padł na miętowy dłuższy sweter i krótkie jeansowe szorty. Do tego dobrałam cienkie czarne rajstopy i zakolanówki.
 Pociągnęłam tylko rzęsy tuszem a usta błyszczykiem i uznałam, że mogę wyjść. Chwyciłam tylko czarną torbę-worek, do której wrzuciłam najpotrzebniejsze rzeczy oraz zarzuciłam na siebie czarną kurtkę i opuściłam mieszkanie. Nie za bardzo wiedziałam dokąd mam się udać, gdyż nie mieszkam długo w Londynie. Po chwili zastanowienia postanowiłam iść na spacer do parku. Po drodze kupiłam kawę, którą teraz powoli piłam spacerując parkowymi alejami. Nagle rozległ się dźwięk mojego telefonu sygnalizujący nową wiadomość. Zaczęłam przetrząsać torebkę w poszukiwaniu małego, białego urządzenia. Kiedy je znalazłam z moich ust wyrwał się jęk niezadowolenia. Nadawcą wiadomości była Perrie, której aktualnie z wiadomych powodów starałam się unikać.
                              
Za pół godziny widzę Cię w apartamencie chłopaków. Robimy wieczorek filmowy.  Zayn będzie czekał przed budynkiem. Nie przyjmuję odmowy.
Perrie <3


Cudownie. Jeszcze tego teraz potrzebowałam. Zrezygnowana złapałam taksówkę i podałam kierowcy odpowiedni adres. Znałam go, bo każdy znał adres chłopaków z One Direction. Podczas jazdy modliłam się aby nie było z nimi Danielle. Nie polubiłyśmy się przy pierwszym spotkaniu a ja mam wrażenie, że dziewczyna wie o mnie więcej niż by się zdawało. Kiedy dojechaliśmy zapłaciłam i podziękowałam kierowcy po czym opuściłam pojazd. Zobaczyłam Zayna stojącego przed wysokim budynkiem. Palił papierosa
 i wyglądał tak seksownie, że miałam ochotę rzucić się na niego i wpić w te cudownie malinowe usta. Opanuj się Ivy! Nie możesz myśleć w ten sposób! Zganiłam się w myślach i podeszłam do chłopaka.
- Cześć Vi. Świetnie wyglądasz  – powiedział całując mnie w policzek na powitanie. Poczułam, że oblewam się rumieńcem.
- Dziękuję  – uśmiechnęłam się a chłopak chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę budynku. Weszliśmy do środka i Zi skierował się w stronę windy. Zamarłam w pół kroku.
- Chyba nie myślisz, że ja tam wejdę. Doskonale wiesz, że mam klaustrofobię.
- Przecież nie będziemy szli na jedenaste piętro schodami.
- Ależ owszem, ja będę. Jeżeli chcesz możesz pojechać windą  – oznajmiłam i skierowałam swoje kroki w stronę schodów. Po chwili poczułam dłoń mulata na ramieniu.
- To jak? Kto pierwszy na górze? – zapytał a ja bez słowa zaczęłam przeskakiwać po dwa stopnie pnąc się coraz wyżej. Kiedy znajdowałam się gdzieś około ósmego piętra zauważyłam, że mojego towarzysza za mną nie ma. Zatrzymałam się a on dołączył do mnie po chwili zdyszany. Wybuchłam głośnym śmiechem a on spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Nie nadaję się do biegania po schodach. Następnym razem siłą wpakuję Cię do windy  – powiedział a kiedy nie przestawałam się śmiać zaczął mnie łaskotać. Piszczałam i prosiłam żeby przestał ale nie reagował. Uderzałam moimi małymi piąstkami w jego umięśniony tors, jednak to nic nie dawało. Kiedy przestał obrażona odwróciłam się i zaczęłam pokonywać kolejne stopnie. Zatrzymał mnie chwytając moją dłoń i pocałował w policzek na przeprosiny. Razem wspinaliśmy się po schodach pokonując kolejne pietra. Kiedy dotarliśmy pod właściwe drzwi Zayn otworzył je przede mną i wpuścił do środka. Udaliśmy się do salonu gdzie obecni już byli wszyscy. Na moje nieszczęście była również Danielle. Grzecznie przywitałam się z wszystkimi po czym zajęłam na kanapie miejsce jak najdalej od dziewczyny z lokami. Po chwili Harry, który siedział obok mnie bez słowa podniósł się z kanapy i skierował w stronę kuchni a jego miejsce zajął Zayn. Nie minęło pięć minut a loczek wrócił niosąc ze sobą procentowy asortyment czyli dwie butelki Jacka Danielsa.
 Nalał bursztynowej cieczy do szklanek stojących na stole i wręczył każdemu po jednej. No tak. W przypadku chłopaków zabawa bez alkoholu to nie zabawa. Przez chwilę obracałam szklankę w dłoniach uważnie przyglądając się zawartości po czym upiłam łyk płynu. Poczułam palenie w gardle, które po chwili stało się bardzo przyjemne. Perrie włączyła jakiś film, na który nikt zbytnio nie zwracał uwagi i usadowiła się na kolanach Zayna. Odwróciłam się w stronę farbowanego blondyna zajmującego miejsce z mojej drugiej strony gdyż sprawiało mi ból patrzenie na wymieniającą czułości parę. Nie wiem nawet ile czasu minęło odkąd pojawiłam się u chłopców a szklanki Jacka Danielsa, które wypiłam już dawno przestałam liczyć. Z Niallem rozmawiało mi się naprawdę swobodnie. Może za sprawą alkoholu, który krążył w moich żyłach. Nagle Harry, który prawdę mówiąc ledwo trzymał się na nogach zaproponował grę w butelkę. Przystaliśmy na jego pomysł i przenieśliśmy się na dywan tworząc okrąg.
- Zasady są proste. Odpowiadasz na pytanie lub wykonujesz zadanie jeśli nie chcesz – zdejmujesz część garderoby – oznajmił loczek i wręczył butelkę mojej kuzynce, która miała zacząć. Zakręciła i wylosowała Louisa.
- Pocałuj Harrego. Namiętnie. – rozkazała blondynka. Byłam pewna, że szatyn pozbędzie się jakiejś części swojej garderoby. Jakież było moje zdziwienie kiedy podszedł do Harrego i z pasją wpił się w jego usta. Kiedy się od siebie oderwali wszyscy bili brawo a Lou jak gdyby nigdy nic wrócił na swoje miejsce obok Eleanor i zakręcił butelką. Wypadło na Danielle.
- Robiliście to kiedyś z Liamem w miejscu publicznym? – zapytał szatyn
- Nie odpowiem na to pytanie  – stwierdziła i pozbyła się swojej koszulki. Wzięła butelkę w dłonie i zakręciła. Błagam tylko nie ja. Tylko nie ja. Kurwa.
- Ivy, pocałuj Zayna – powiedziała. Nie no błagam. Dlaczego wylosowała właśnie mnie? Tak bardzo chciałam to zrobić jednak nie mogłam. Wstałam i pozbyłam się swoich szortów zostając jedynie w rajstopach, zakolanówkach i przydługiej koszulce. Zabawa trwała dalej a procenty, które wciąż w siebie wlewaliśmy czyniły nas bardziej odważnymi. Po jakimś czasie zostałam jedynie w bieliźnie i koszulce. Na szczęście Loczek z Niallem oznajmili, że mają dość i udali się do swoich sypialni a chwilę po nich chichocząc i szepcąc coś do siebie odeszli również Louis i Eleanor. W salonie zostałam jedynie ja w towarzystwie Zayna, Liama oraz Danielle nie licząc mojej kuzynki,  która zasnęła jakiś czas temu. Nie chcąc przebywać w towarzystwie dziewczyny udałam się do kuchni na papierosa. Tak paliłam od jakiegoś czasu. Usiadłam na blacie i odpaliłam papierosa. Zaciągnęłam się dymem po czym wypuściłam go z ust tworząc wokół siebie obłoczek dymu. Usłyszałam chrząknięcie i zorientowałam się, że obok mnie stoi Zayn.
- Palisz? Coraz bardziej mnie zadziwiasz Ivy – powiedział podchodząc bliżej mnie. Wyjął papierosa z moich ust i zgasił go. Stał tak blisko mnie, że prawie słyszałam rytm jego serca. Położył dłonie na moich biodrach
 a kiedy nie usłyszał żadnych słów sprzeciwu przesuną je na moje nagie uda. Przymknęłam powieki i odchyliłam głowę do tyłu. W tamtym momencie nie zastanawiałam się nad tym co robimy. Liczyło się tylko to że jesteśmy blisko siebie. Poczułam jego oddech na swojej szyi, którą delikatnie musnął ustami. Jakby wiedziona jakimś złym przeczuciem uchyliłam na chwilę przymknięte powieki i zobaczyłam burzę loków znikającą za futryną. Nagle dotarło do mnie co właśnie się stało. Danielle widziała dużo. Zbyt dużo.





Witajcie.
Przepraszam za to opóźnienie, które spowodowane było moją głupotą i nie zapisaniem rozdziału. To co stworzyłam teraz nie jest tak dobre jak pierwsza wersja jednak mam nadzieję, że mi wybaczycie. Jest to chyba najdłuższy rozdział jaki kiedykolwiek napisałam. Mam nadzieję, że spodoba się wam i zostawicie po sobie szczerą opinię. Każdy komentarz na prawdę dużo dla mnie znaczy. Nawet napisanie słów krytyki, ponieważ daje to dużo do myślenia. Za wszelkie błędy i powtórzenia przepraszam.:* Nie miałam zbyt dużo czasu żeby sprawdzić. Jestem wykończona i marzę jedynie o tym, żeby móc w końcu zamknąć tego laptopa po prawie dwunastogodzinnym pisaniu. Swoją drogą nigdy nie pisałam tak długo.Rozdział w całości powstał przy piosence Taylor Swift - Safe and Sound i myślę, że powoli zaczynam mieć dość tego utworu mimo że jest boski. A teraz pytanie do was: macie może twittera? Jeżeli tak podaję swojego: @FarFromPerfeect ;)
Pozdrawiam - Ivy. <3

Informacja.

Rozdział pojawi się prawdopodobnie jutro w południe albo dzisiaj w nocy. Przepraszam, że tak późno ale miałam napisany rozdział na ponad 1700 słów i nie zapisałam go a mój laptop jakimś cudem sam się wyłączył. Pisałam ten rozdział 6 godzin i tak cholernie mi się podobał! ;( Jeszcze raz wszystkich przepraszam i zabieram się za powtórne pisanie. Zdaję sobie sprawę, że to już nie będzie to samo ale cóż...

sobota, 9 marca 2013

Rozdział 5.

Obudziłam się i pogładziłam ręką miejsce obok mnie. Puste. Już powoli zaczynam się do tego przyzwyczajać. Deana nigdy przy mnie nie ma. W tygodniu pracuje, w weekendy jest na uczelni. Czy tak miało wyglądać nasze nowe życie? Tego oczekiwałam? Oczywiście, że nie. Miało być jak w bajce. Mieliśmy ze sobą zamieszkać, spędzać mnóstwo czasu razem, cieszyć się swoja obecnością. A jak jest teraz? Widzimy się tylko wieczorami, okazyjnie rano gdy wcześniej wstanę. Nie o to chodziło. A ja? Moje dni wyglądają monotonnie. Codziennie wstaję rano, w samotności jem śniadanie, wychodzę na uczelnię, wracam, spędzam trochę czasu z Deanem i obydwoje idziemy spać. Dobrze, że spotkałam Perrie i poznałam jej przyjaciół. Może dzięki nim jakoś się rozerwę. Wstałam z łóżka i zerknęłam na telefon. Dwa nieodebranie połączenia i jedna nowa wiadomość. Od Zayna. Wpadnie do mnie o trzynastej. Zerkam na zegarek i doznaję szoku. Jest po dwunastej. Jak mogłam spać tak długo? Przecież on zaraz tu będzie a ja jestem zupełnie nieogarnięta! Pędem wpadam do łazienki gdzie w pośpiechu myję twarz, zęby i robię delikatny makijaż. Nagle rozlega się pukanie do drzwi. Cholera. W moim aktualnym stroju czyli szarej bokserce i króciutkich białych szortach odsłaniających moje nogi idę otworzyć. Za drzwiami oczywiście stał Zayn, którego mina była bezcenna.Wyglądał jakby zobaczył ufo.
- Cześć. Co tak stoisz jakbyś mnie pierwszy raz na oczy widział? - spytałam zadziornie sama się sobie dziwiąc skąd u mnie takie zachowanie.
- Ja yyy. Cześć Vi. Mogę wejść?
- Jasne. Przepraszam za mój strój ale dopiero co się obudziłam. Zjesz ze mną śniadanie? - Nagle wpadł mi do głowy genialny pomysł. Potrzebuję metamorfozy. Muszę skończyć z byciem grzeczną, ułożona dziewczynką. Jestem jeszcze młoda a to jest jedyny czas żeby zaszaleć. Muszę zmienić swój wygląd a Zayn mi w tym pomoże.
- Poczekaj chwilę. Mam pomysł! Daj mi chwilę tylko się ubiorę i wychodzimy. Później zjemy coś na mieście. - rzuciłam ochoczo i udałam się w stronę sypialni żeby się ubrać. Narzuciłam na siebie jeden z tych nudnych swetrów, których pełno w mojej szafie i ciemne jeansy.
Wzięłam brązową torbę, do której wrzuciłam portfel, klucze i komórkę i pociągnęłam zszokowanego chłopaka do wyjścia. Tak wiem moje zachowanie może wydawać się nieco dziwne. Jeszcze wczoraj nie chciałam go do siebie dopuścić a dziś znów traktuję go jak najlepszego przyjaciela. Czemu zawdzięczam tą nagłą przemianę? Odpowiedź jest prosta. Tęskniłam za tym. A poza tym, Zayn od zawsze był typem dobrze ubranego chłopaka, który ma wyczucie stylu więc nie ulegało wątpliwościom, że mi pomoże.
- Vi dokąd mnie zabierasz? - zapytał kiedy w końcu odzyskał głos.
- Do centrum handlowego. Musisz mi w czymś pomóc.
- A możesz wyrażać się troszkę jaśniej?
- Mam dość swojego wizerunku. Mam zamiar zafundować sobie małą metamorfozę a ty mi w tym pomożesz. - powiedziałam a twarz chłopaka rozjaśnił szeroki uśmiech. Boże jak on słodko teraz wygląda. Stop. Nie możesz pozwalać sobie na takie myślenie!
- Ale jedziemy moim autem! - pociągnął mnie za rękę w stronę swojego samochodu. Otworzył mi drzwi od strony pasażera a po chwili sam siedział za kierownicą. Chyba napalił się na te zakupy bardziej ode mnie. Nie zostawiłam żadnej kartki Deanowi ale powinniśmy wrócić przed nim. Mam taka nadzieję. Zayn to okropny kierowca. Dla niego chyba nie istnieją żadne ograniczenia prędkości. Teraz kiedy stoimy w korku mogę w końcu odetchnąć i opanować drżenie rąk.
- Nigdzie więcej z Tobą nie jadę! Czemu wcześniej nie zauważyłam jak okropnie prowadzisz?! - wydarłam się na niego a ten wybuchł śmiechem.
- Może dlatego, że byłaś zajęta wpajaniem mi jak to mnie nienawidzisz? - zapytał miedzy kolejnymi salwami śmiechu.
- Zi przepraszam za tamto. Na prawdę za Tobą tęskniłam.
- Ja za Tobą też Ivy. Ja za Tobą też. A teraz chodź. Czas na zakupy! - rzucił a ja dopiero teraz zorientowałam się, że stoimy już pod centrum handlowym. Zayn podał mi ciemne okulary i poinformował, że lepiej będzie jeśli je założę. Nie protestowałam. Wiedziałam jak złośliwi potrafią być paparazzi. Swoją droga zastanawiam się jakim cudem nie wywęszyli jeszcze jego związki z Perrie. Koniecznie muszę go o to zapytać jednak to później. Nawet nie wiedziałam od czego mam zacząć dzisiejsze zakupy ale mój towarzysz najwyraźniej miał plan bo pewnie pociągnął mnie za rękę do jednego sklepu z odzieżą. Lawirując między wieszakami wybierał dla mnie ubrania, które muszę przyznać bardzo mi się podobały. Seksowne i kobiece jak i luźne, w których będę czuła się swobodnie ale nadal wyglądała zabójczo. Ze stertą wieszaków udaliśmy się do przymierzalni. To jedna z czynności, której nienawidzę w zakupach. Przymierzanie ubrań. Zakładałam każdy z zestawów po czym odsuwałam zasłonę prezentując się chłopakowi siedzącemu na skórzanej kanapie. Krzywił się gdy coś mu się nie podobało i zasypywał mnóstwem komplementów gdy coś przypadło mu do gustu. Zdejmowałam właśnie ostatnią z wybranych rzeczy  - czarną obcisłą sukienkę. Obydwoje stwierdziliśmy, że wyglądam w niej trochę jak panienka lekkich obyczajów chociaż mogę się założyć że  Zaynowi się to podobało. Zsunęłam z siebie czarny materiał i stałam przed lustrem w samej różowej koronkowej bieliźnie gdy do przymierzalni wparował mulat ze śliczną kremową sukienką w dłoniach. Odruchowo zasłoniłam ciało rękoma.
- Zi! Wynocha stąd! - krzyknęłam czując rumieńce na policzkach.
- Ivy mało razy widziałem Cię w samej bieliźnie? Nie przesadzaj.
- Tak ale wtedy miałam szesnaście lat! No już! Wypad stąd! - próbowałam go wyrzucić jednak nie dałam rady.
- Nie marudź tylko włóż to. Swoją drogą fajny tatuaż. - uśmiechnął się zadziornie a ja poczułam, że robi mi się gorąco. On nie powinien tak na mnie działać. Wzięłam od niego ubranie i zaczęłam na siebie zakładać wciąż czując zażenowanie z powodu jego obecności. Próbowałam zapiąć zamek z tyłu jednak nie mogłam sobie z tym poradzić. Poczułam zimne, delikatne dłonie chłopaka na moich plecach a po moim ciele przeszedł dreszcz. Zayn zapiął zamek do końca a ja spojrzałam na swoje odbicie. Wyglądałam cudownie. Obróciłam się w stronę mulata, który stał tak niebezpiecznie blisko mnie, że czułam jego słodki oddech na sobie. Momentalnie bicie mojego serca przyspieszyło. Tak bardzo pragnęłam teraz poczuć jego usta na swoich. Na szczęście w porę się opamiętałam i ponownie odwróciłam w stronę lusterka.
- Nie chcę jej. Zayn proszę Cię wyjdź. Przebiorę się, zapłacę za zakupy i pójdziemy coś zjeść, dobrze?
- Jasne, nie ma sprawy. - odpowiedział i wyszedł. Oparłam się plecami o lustro próbując przywrócić mój przyspieszony oddech do normalności. Nie powinnam dopuszczać do takich sytuacji. Szybko pozbyłam się sukienki i założyłam swoje ubrania. Poszliśmy z mulatem do kasy i po chwili obładowani torbami zmierzaliśmy do restauracji. Żadne z nas się nie odzywało. Zajęliśmy stolik i zamówiliśmy nasze ulubione naleśniki z serem i czekoladą. Podczas posiłku narzuciliśmy luźny temat o jego karierze. To był właściwy moment na pytanie o Perrie.
- Dlaczego świat jeszcze nie wie o twoim związku z moją kuzynką? - zapytałam.
- Nie chciałem zakłócać naszego życia prywatnego. Te sępy zniszczyłyby nasz związek. Skończyłaś już? Idziemy jeszcze do fryzjera Vi. - zgrabnie zmienił temat Zi. Po krótkiej kłótni kto płaci za posiłek udaliśmy się do salonu fryzjerskiego. Postanowiłam rozjaśnić końcówki włosów. Kiedy siedziałam na fotelu mój  towarzysz zniknął. Wrócił po godzinie kiedy praca nad moją fryzurą była zakończona z dziwnym uśmieszkiem na ustach.
- Wyglądasz idealnie! - skwitował moją nową fryzurę.
- Dziękuję. - poczułam, że na moich policzkach po raz kolejny dziś kwitną rumieńce. - Możemy już wracać? Na prawdę jestem zmęczona. Zresztą jest późno. Dean pewnie już wrócił i martwi się o mnie.
- Jasne. Chodźmy. - uśmiechnął się i ruszyliśmy do samochodu. Droga minęła nam bardzo szybko, Nawet nie zorientowałam się kiedy byliśmy na miejscu.
- Cieszę się, że jednak zmieniłaś co do mnie zdanie. Fajnie jest mieć Cię znowu jako przyjaciółkę.
- Ja też się cieszę Zi, Brakowało mi tego. Do zobaczenia - powiedziałam i cmoknęłam go w policzek. Obładowana zakupami ruszyłam w stronę naszego bloku. Stanęłam przed drzwiami mieszkania i pociągnęłam za klamkę. Drzwi były otwarte czyli Dean był już w domu. Cholera.
- Mogłabyś mi łaskawie wyjaśnić gdzie byłaś przez cały dzień, nie dając znaku życia?! - podniósł głos.
- Na zakupach z Zaynem. - odpowiedziałam spokojnie.
- I nie raczyłaś mi o tym wspomnieć?
- Jestem dorosła nie widzę potrzeby w informowaniu Cię o wszystkich moich planach. A teraz wybacz jestem zmęczona. Pójdę się położyć. - skończyłam dyskusję wymijając zdenerwowanego chłopaka i zamykając się w sypialni. Niepotrzebnie tak oschle go potraktowałam. Co się ostatnio ze mną dzieje? Sama tego nie rozumiem. Odkąd wrócił Zayn stałam się zimna dla Deana. Poczułam wibracje w torebce. Nowa wiadomość.
"Było na prawdę fajnie. Swietnie się bawiłem. Liczę na powtórkę. ;) xx"


Uśmiechnęłam się do siebie. Tak ja też liczę na powtórkę. Mam nadzieję, że szybko powtórzymy ten wypad.









Witajcie.
Przybyywam z piątym rozdziałem.xd Z góry przepraszam za wszystkie błędy. Dziękuję za wszystkie komentarze! Jesteście wspaniali! ;*
Mam nadzieję, że podobały wam się moje wypociny. Liczę na szczere opinie. ;)
Pozdrawiam - Ivy.

sobota, 2 marca 2013

Rozdział 4.

Impreza w klubie trwała trochę ponad godzinę a prawie całe moje towarzystwo było w zaawansowanym stadium upojenia alkoholowego. Nie piłam tylko ja, Liam i Zayn, który podobno brał antybiotyki. Najbardziej ze wszystkich wstawiony był chyba Harry, który właśnie wykonywał przed nami pokaz tańca erotycznego z balkonowym filarem wywołując u wszystkich salwy dzikiego, niepohamowanego śmiechu. Ja siedziałam przy stoliku słomką bawiąc się zawartością szklanki, w której znajdowała się jakaś pomarańczowa substancja, którą dostałam od Perrie. Co chwila zerkałam w telefon z nadzieją na wiadomość od Deana. Zauważyłam mulata zmierzającego w moją stronę i odruchowo rozejrzałam się wokół w poszukiwaniu jakiegokolwiek ratunku jednak było już za późno. Chłopak usiadł obok mnie a kiedy próbowałam nie zwracać na niego uwagi chwycił mój podbródek i zmusił do popatrzenia w jego stronę.
- Dlaczego to zrobiłaś? Dlaczego udajesz, że się nie znamy?
- Tak jest lepiej Zayn. Dla nas oboje. Zresztą to była twoja decyzja. Podjąłeś ją trzy lata temu.

- Ivy, zrozum do cholery jasnej, że ja nie chciałem tego tak zostawiać! To nie była moja decyzja. - powiedział podniesionym głosem.
- Taka jest cena sławy Malik - ucięłam dyskusję wstając od stolika i kierując się w stronę damskich toalet. Zamknęłam się w jednej z kabin i pozwoliłam kilku łzom spłynąć po moich policzkach. Dlaczego taka jestem? Nie dopuszczam go do siebie chociaż tak bardzo chcę. Trzymam dystans raniąc przy tym siebie i jego. Mimo, że to boli gdzieś w głębi coś podpowiada mi, że to jest właściwa decyzja. Nie chcę Nie mogę pozwolić sobie na jakiekolwiek uczucia wobec mulata. Otarłam łzy, poprawiłam sukienkę i wyszłam z kabiny. Stanęłam przed lustrem, poprawiłam makijaż i opuściłam toaletę. Udałam się do naszego stolika gdzie tym razem siedzieli wszyscy, włączając w to całujących się Zayna i Perrie. Zabolało. Wiem, że nie powinno, ale mimo że bardzo się staram nie mam kontroli nad swoimi uczuciami.
- Ja chyba wrócę do domu. Trochę źle się czuję - oznajmiłam.
- Może nie jesteś przyzwyczajona do takiego trybu życia. Poproś Zayna niech Cię odwiezie. - rzuciła kąśliwie Danielle. Coś mi się w niej nie podoba. Myślę, że raczej nie zostaniemy najlepszymi przyjaciółkami.
- Nie, nie trzeba. Wrócę taksówką. - uśmiechnęłam się do niej sztucznie.
- Ivy daj spokój. Dan ma rację. Zawiozę Cię. - ochoczo powiedział Zayn i po chwili zmierzaliśmy ku wyjściu. No pięknie. Właśnie tego chciałam uniknąć. Sytuacji sam na sam z Malikiem. Podążałam za nim w stronę jego samochodu nie odzywając się ani słowem. Chłopak jak na gentlemana przystało otworzył mi drzwi od strony pasażera. Zajęłam miejsce i odwróciłam głowę w stronę szyby. Nie miałam zamiaru z nim rozmawiać. Chciałam potraktować go jak powietrze i prawie mi się to udało. No właśnie. Prawie.
- Ivy. Proszę popatrz na mnie. - powiedział kiedy zatrzymaliśmy się na osiedlowym parkingu. Odwróciłam głowę w jego stronę i od razu tego pożałowałam. Zatraciłam się w tych czekoladowych tęczówkach.
- Vi, przepraszam. Błagam wybacz mi. Nie ignoruj mnie. - wyszeptał.
- Zayn czego oczekujesz po tym, że Ci wybaczę? Tego, że będzie jak dawniej? Nie licz na to. Nie potrafię już Ci zaufać. Uwierz chcę, chcę ale nie potrafię. Lepiej będzie jakbyśmy udawali, że się nie znamy. Lepiej dla nas oboje.
- - Ivy proszę zacznijmy od nowa. Jakbyśmy dopiero się poznali. Zostawmy przeszłość za sobą. Nie chcę po raz kolejny Cię stracić - powiedział łapiąc moją dłoń
a po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Toczyłam wewnętrzną walkę. Zgodzić się czy nie?
- Dobranoc Zi. - odpowiedziałam wyplątując dłoń z jego uścisku i odchodząc. Nie wiem czy dobrze zrobiłam nazywając go tym zdrobnieniem. Kiedyś tylko ja mogłam tak na niego mówić. Czy podjęłam dobrą decyzję? Drżącą ręką przekręciłam klucz w drzwiach. Muszę opowiedzieć o wszystkim Deanowi. Nie mogę go okłamywać, on mi przecież ufa. Tylko co mam mu powiedzieć o moich uczuciach do Zayna? Wyznać mu, że gdy go widzę wypełnia mnie szczęście? Nie. Nie mogę mu tego zrobić. To będzie moja mała tajemnica. Nikomu o tym nie powiem. Niepewnie przekroczyłam próg mieszkania.
- Dean! Jesteś w domu? - zapytałam.
- Oczywiście kochanie. Czekałem na Ciebie.
- Chciałam porozmawiać. Bo... Dean... Widziałam się z Zaynem. Nie bądź zły, że Ci nie powiedziałam od razu. Ja po prostu potrzebowałam chwili żeby się z tym oswoić.
- Nie mam Ci tego za złe Ivy. To twoje życie. Ja tylko chcę żebyś była szczęśliwa, Masz pewność, że on nie zrani Cię tak jak ostatnim razem?
- Nie. Ale mimo wszystko postanowiłam zaryzykować. Wiesz, że on spotyka się z moja kuzynką Perrie? To dzięki niej się spotkaliśmy. A i jeszcze jedno. Pezz nie wie, że znaliśmy się wcześniej. A ja nie chcę żeby się dowiedziała. - oznajmiłam.
- Oszukiwanie znajomych nie jest właściwą drogą a ty o tym wiesz. Jesteś pewna, że dobrze robisz?
-To nie jest oszukiwanie. Ja tylko zatajam niektóre fakty. - odwróciłam się do niego plecami i wzięłam głęboki wdech. Dean podszedł do mnie od tyłu i przytulił.

- To kiedy poznam tego Zayna? W końcu to dzięki niemu cię poznałem. - zapytał a ja uśmiechnęłam się.
- Już niedługo kochanie.

Z perspektywy Zayna.


Moja mała Ivy. Zmieniła się przez te trzy lata. Jest bardziej pewna siebie a to czyni ją jeszcze piękniejszą. Żałuję, że nigdy nie miałem odwagi wyznać jej swoich uczuć. Teraz jestem z Perrie. Kocham ją a to co dzieje się w moim sercu na widok Ivy nie powinno mieć miejsca. Muszę to zignorować. Tylko czy potrafię? Na razie jest łatwo bo brunetka trzyma mnie na dystans jednak czy na długo? Mam zamiar odzyskać jej zaufanie. A jestem coraz bliżej osiągnięcia celu. Nazwała mnie dziś "Zi". Byłem tak cholernie szczęśliwy kiedy to zdrobnienie padło z jej ust. Jutro do niej pójdę. Będę próbował porozmawiać z nią aż do skutku.


No więc dodaję 4 rozdział. Wiem, że z małym opóźnieniem i przepraszam was bardzo.;* Na prawdę robię co mogę żeby rozdziały pojawiały się regularnie. Uważam, że jest to jeden z najgorszych rozdziałów jakie napisałam. Nie podoba mi się on. Zrobię co w mojej mocy żeby następny był lepszy. Dodałam stronę na której możecie zadawać pytania bohaterom jak i również autorce czyli mi. ;)
Komentujcie. ;) Każdy komentarz motywuje mnie do pisania kolejnego rozdziału.
Pozdrawiam - Ivy. ;)

piątek, 22 lutego 2013

Rozdział 3.

Staliśmy tak naprzeciw siebie nie wiedząc co powiedzieć. Cieszyłam się, że go widzę jednak jakaś cząstka mnie nadal chowała do niego urazę. W tym momencie właśnie ta mała cząstka wzięła górę nad moimi emocjami.
- Ivy... Ja... Tak strasznie się cieszę, że Cię widzę. Tęskniłem. - powiedział po chwili.
- Tęskniłeś? Nie rozśmieszaj mnie. Trzeba było o tym pomyśleć kiedy zerwałeś ze mną wszelkie kontakty! Zostawiłeś mnie samą. Obiecywałeś, że nie zapomnisz, że po mnie wrócisz! - wyrzuciłam to wszystko z siebie próbując opanować drżenie dłoni.
- Vi, przepraszam. Musiałem. Obiecałem sobie zerwać wszelkie kontakty z przeszłością. Na prawdę nie chciałem żeby tak wyszło. - tłumaczył się.
- Nie mów do mnie Vi. straciłeś to prawo w momencie, w którym zrezygnowałeś z naszej przyjaźni. Teraz jesteś dla mnie nikim Malik. Telefon Perrie leży na stole. Zabierz go i wynoś się stąd. - To ostatnie zdanie powiedziałam już nieco ciszej po czym odwróciłam się plecami do chłopaka.
- Ivy...
- Wyjdź! - rozkazałam twardo. Nie minęła chwila a dało się słyszeć odgłos zamykanych drzwi.
 Nie wytrzymałam. Po moich policzkach popłynęły słone łzy.
 Udałam się do sypialni gdzie zatrzasnęłam za sobą drzwi osuwając się po nich na ziemię i zanosząc głośnym, niekontrolowanym szlochem. To nie tak miało być. Nie tak wyobrażałam sobie nasze spotkanie. Nie wiem co mną kierowało kiedy kazałam mu się wynosić. Tyle razy przed oczami miałam obraz tego spotkania a kiedy wyobrażenia stały się rzeczywistością wszystko schrzaniłam. Coś wewnątrz podpowiada mi, że postąpiłam właściwie, że tak powinno być. Jednak teraz mam ochotę pobiec za nim i rzucić mu się na szyję mimo iż dobrze wiem, że jest już za późno. Nadal mam przed oczami obraz jego stojącego przede mną, wpatrującego się we mnie tymi czekoladowymi tęczówkami, w których maluje się wiele uczuć. Szok, radość a nawet nutka strachu. Przez moment nie mogłam się poruszyć, wydać z siebie najmniejszego dźwięku. Potrafiłam tylko napawać się widokiem jego perfekcyjnej twarzy kilka metrów przede mną. Potem coś we mnie pękło. Powiedziałam kilka słów za dużo. Straciłam go. Tym razem na zawsze. Przecież próbował przeprosić. Dlaczego ja głupia go nie wysłuchałam? Może gdybym dała mu chwilę na wytłumaczenie wszystko potoczyłoby się inaczej. Kolejny strumień łez spłynął po moich zaróżowionych od płaczu policzkach. Zayn spotyka się z Perrie. Zabolało. Mimo, że teraz mam Deana a z mulatem nie widziałam się od trzech lat, nie tak łatwo wymazać uczucia, którymi go darzyłam. Przestań! Nie możesz teraz zawracać sobie głowy uczuciami do niego! On jest z Perrie a ty z Deanem. Taka jest kolej rzeczy. Zganiłam się w myślach. Usłyszałam trzaśnięcie drzwi wejściowych. Dean wrócił. Podniosłam się z podłogi i szybko otarłam łzy z policzków. Nie może poznać, że coś jest nie tak.

- Ivy jesteś w domu? Wszystko w porządku? - krzyczał trochę podenerwowanym głosem. Cholera. Zapomniałam, że potłukłam kubek w kuchni.
- Jestem w sypialni. Już idę! - odpowiedziałam na wołania, przykleiłam na twarz sztuczny uśmiech starając się żeby wyglądał wiarygodnie i udałam się do kuchni.
- Hej kochanie. Jak było w pracy? - spytałam całując chłopaka w policzek.
- W porządku. Nie było zbyt dużego ruchu. Coś się stało?
- Nie. Stłukłam kubek przez przypadek. Właśnie miałam posprzątać. -uśmiechnęłam się próbując brzmieć przekonująco.
- Na pewno? Wyglądasz na zdenerwowaną. - dopytywał się.
- Jest dobrze Dean. To tylko stres. Wiesz, nowa szkoła, nowi ludzie. - tłumaczyłam. - Nie obrazisz się jak położę się wcześniej spać? Jestem wykończona.
- Jasne, że nie. Idź odpocznij. Ja posprzątam. Dobranoc! - uśmiechnął się ciepło a ja poszłam do sypialni skąd wzięłam czystą bieliznę, piżamę i poszłam wziąć prysznic. Kiedy strugi gorącej wody spływały po moim nagim ciele całkowicie się odprężyłam. Przez chwilę zapomniałam o wszystkim co się dzisiaj wydarzyło. Jakbym wymazała cały dzisiejszy dzień z pamięci. Wszystko skończyło się w momencie gdy zakręciłam wodę. Dokładnie osuszyłam ciało ręcznikiem i ubrałam piżamę. W sypialni wskoczyłam do łóżka, przykryłam się kołdrą po sam czubek głowy i od razu zasnęłam.

Obudził mnie natrętny dzwonek telefonu. Spojrzałam na zegarek i ignorując połączenie wyskoczyłam z łóżka jak oparzona. Przecież ja się spóźnię na zajęcia! Dean już wyszedł więc nie miał mnie kto obudzić. Szybko wyciągnęłam z szafy jakieś pierwsze lepsze ubrania, w pośpiechu związałam włosy w koński ogon, chwyciłam tylko jabłko i torbę i wybiegłam z domu. Zdyszana wpadłam na uczelnię dziesięć minut przed czasem. Oczywiście pierwszą osobą, którą dostrzegłam w tłumie była Perrie. Nie wiem czy będę potrafiła normalnie z nią rozmawiać. Chciałam przemknąć niezauważona jednak pech dał o sobie znać i po chwili dziewczyna stała obok mnie.
- Ivy! Jak dobrze, że Cię widzę! wieczorem idziemy na imprezę. Wpadnę po Ciebie o dziewiętnastej. Nie przyjmuje odmowy. Jutro i tak nie masz wykładów. Sprawdziłam.
- Ale...
- Żadnego ale. Widzimy się wieczorem. - zaszczebiotała i ulotniła się. Cudnie. Jeszcze imprezy z Perrie i jej paczką mi brakowało. Zrezygnowana udałam się do sali, w której odbywał się wykład. Koniec zajęć zbliżał się nieubłaganie szybko i ani się nie obejrzałam a dobiegły końca. Zrezygnowana udałam się do domu, wzięłam prysznic i wysuszyłam włosy. Stanęłam przed szafą nie wiedząc co założyć. Z reguły nie chodzę na tego typu imprezy. W końcu zdecydowałam się  na krótką asymetryczną, różową sukienkę i czarne, dość wysokie szpilki. Byłam niska więc mogłam sobie na takowe pozwolić.
 Wytuszowałam rzęsy a usta pociągnęłam szminką w kolorze sukienki. Naskrobałam na kartce wiadomość dla Deana, którą przyczepiłam magnesem do lodówki. Kiedy stała przed lustrem podziwiając końcowe efekty mojej pracy rozległ się dzwonek do drzwi. Chwyciłam czarną kopertówkę i poszłam otworzyć. Jak przewidziałam była to Perrie. Do klubu pojechałyśmy taksówką. Z zewnątrz wyglądał na dość ekskluzywne miejsce. Od wejścia ciągnęła się długa kolejka osób oczekujących na dostanie się do środka jednak Pezz ją zignorowała i podeszła do ochroniarza, który tylko się uśmiechnął i wpuścił nas do środka. Nie powiem zdziwiło mnie to. Dziewczyna zaprowadziła mnie do stolika przy którym siedziała grupka osób. Między nimi była również Eleanor i na moje nieszczęście Zayn.
- Chłopaki, Danielle to jest Ivy. Ivy to Louis, Harry, Liam, jego dziewczyna Danielle, Niall i Zayn - mój chłopak - przedstawiła mi wszystkich blondynka.
- Tak właściwie to my się już znamy. - zaczął Zayn jednak nie pozwoliłam mu dokończyć.
- Przecież Zayn był u mnie po twój telefon - uśmiechnęłam się do dziewczyny ignorując pytające spojrzenie mulata. W duchu modliłam się aby nie powiedział czegoś więcej. nie chciałam aby ktokolwiek z obecnych tu osób dowiedział się o tym co kiedyś łączyło naszą dwójkę.
- Więc skoro wszyscy już się znamy zabawę czas zacząć! - krzyknął Harry stawiając na stoliku dwie butelki czystej.




Witaam.
Miałam dodać wczoraj. wiem i strasznie wszystkich przepraszam za to małe opóźnienie. Miałam po prostu strasznie dużo nauki. Godzinę temu wróciłam do domu i pierwszą czynnością było włączenie komputera i przepisanie dla was rozdziału.
Nie podoba mi się on. Inaczej to sobie wyobraziłam ale cóż. Wyszło jak wyszło. Mam nadzieję, że nie skrytykujecie mnie za bardzo. Liczę na szczere opinie. ;)
Pozdrawiam - Ivy. ;)

sobota, 16 lutego 2013

Rozdział 2.

W Londynie mieszkamy już od tygodnia. Wczoraj  było rozpoczęcie roku studenckiego a więc dzisiaj zaczynam zajęcia. Dean będzie studiował prawo ale zaocznie. W ciągu tygodnia będzie pracował w restauracji jako kelner. Nie powiem, że mi to odpowiada gdyż w weekendy będę siedziała samotnie w domu podczas gdy on będzie na zajęciach, ale jakoś to przetrwamy. Dzisiaj obudził mnie rozchodzący się po całym domu zapach spalenizny. Wyplątałam się z pościeli i udałam do kuchni. Zobaczyłam Deana krzątającego się przy kuchence, próbującego ratować spalony omlet. Uroczy obrazek. Podeszłam do niego od tyłu, przytuliłam i cmoknęłam w policzek.
- Chyba coś Ci nie wyszło kocie - zaśmiałam się.
- Hej! Ja tylko próbowałem zrobić Ci niespodziankę. Nie moja wina, że nie najlepszy ze mnie kucharz.
- Zadowolę się kanapkami z nutellą - powiedziałam a chłopak odwrócił się przodem do mnie i wpił w moje usta. Nasze języki toczyły ze sobą zaciętą walkę, jego ręce powędrowały na moje pośladki a ja wplotłam palce w jego włosy. Przyparł mnie do blatu i wsunął dłonie pod koszulkę w której spałam. Niechętnie go od siebie odepchnęłam.
- Wiesz, że nie możemy. Za chwilę musisz iść do pracy a ja muszę przygotować się na zajęcia. Dean spojrzał na zegarek i w pośpiechu zaczął zbierać swoje rzeczy.
- Musze już lecieć. Nie sądziłem, że jest tak późno. Poradzisz sobie?
- Jasne, nie martw się o mnie. Pa.
- Na razie! - Cmoknął mnie przelotnie w usta - Dokończymy wieczorem! - Rzucił na odchodne a ja zaśmiałam się pod nosem. Wzięłam dwie kromki chleba, które posmarowałam czekoladowym kremem a do szklanki nalałam mojego ulubionego soku pomarańczowego i zaczęłam powoli jeść. Kiedy skończyłam zajęłam się sprzątaniem kuchni po wyczynach mojego chłopaka. Gdy wszystko lśniło czystością udałam się do sypialni żeby wybrać strój na dziś. Nie lubiłam się zbytnio stroić więc z szafy wzięłam kremowy sweterek i jeansowe rurki
W samej bieliźnie stanęłam przed lustrem i zaczęłam się sobie przyglądać. Byłam chuda. Nawet zbyt chuda i przydałoby mi się przytyć parę kilogramów. Ubrałam przygotowany zestaw, na nogi założyłam kremowe balerinki a na szyi zawiesiłam zegarek i poszłam do łazienki gdzie zrobiłam delikatny makijaż. Włosy zostawiłam rozpuszczone, w lekkim nieładzie, opadające kaskadą fal na moje ramiona. Weszłam jeszcze na chwilę do salonu, skąd zabrałam torbę, do której spakowałam potrzebne rzeczy. Wychodząc spojrzałam na stojącą na komodzie fotografię z dwoma uśmiechniętymi twarzami - moją i Zayna. Pewnie śpi teraz z swoim ogromnym domu a później ma próby do jakiegoś koncertu czy coś.Ostatnio wiele razy nachodziła mnie chęć spotkania go. Chociażby przypadkiem, na chwilę. Żeby tylko znów ujrzeć te jego czekoladowe tęczówki i czarujący uśmiech. Wiem, obiecałam sobie, że w tym rozdziale mojego życia nie ma dla niego miejsca ale tęsknota wprost zżera mnie od środka. Nie wiem jak zareagowałabym widząc go. Uśmiechnęłabym się i przytuliła go z całej siły prosząc by mnie nie opuszczał czy wybuchłabym płaczem wykrzykując mu prosto w twarz jak bardzo mnie zranił oraz ile przez niego wycierpiałam? Na to pytanie nie potrafię udzielić sobie odpowiedzi. Szybko wyrzuciłam ze swojej głowy wszelkie myśli o Maliku, chwyciłam klucze i wyszłam z mieszkania. Zajęcia zaczynałam dzisiaj o dziewiątej więc miałam jeszcze dwadzieścia minut a uczelnia oddalona była o dziesięć minut szybkiego marszu od mojego mieszkania. Idąc rozmyślałam o moim nowym życiu. Czy znajdę jakiś przyjaciół czy moje tutaj też czeka mnie życie jako margines społeczny? Modliłam się oby nie bo nie nie wiem czy wytrzymałabym psychicznie kolejne upokorzenia i naśmiewanie się z mojej osoby. Kiedy znalazłam się przed budynkiem uczelni przykleiłam na twarz przyjazny śmiech i postanowiłam udać się pod salę, w której miały odbywać się dzisiejsze zajęcia. Tutaj pojawiał się pewien mały problem. Nie miałam zielonego pojęcia gdzie owa sala się znajduje. Gwałtownie się zatrzymałam i poczułam jak ktoś uderza w moje plecy. Odwróciłam się i zobaczyłam drobną blondynkę z mocnym makijażem. Co dziwne jej twarz wydawała mi się znajoma ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd ją znam.
- Bardzo przepraszam. To moja wina. - powiedziałam.
- Ale nic się nie sta.... Ivy? - zapytała i nagle mnie olśniło.
- Perrie? O mój Boże nie wierzę! - krzyknęłam i rzuciłyśmy się sobie w ramiona. Odsunęłyśmy się od siebie a ja przypomniałam sobie, że nadal nie wiem gdzie znajduje się sala, w której za chwilę miałam rozpocząć zajęcia. Poprosiłam kuzynkę o pomoc i chwilę później znalazłam się obok odpowiednich drzwi. Umówiłyśmy się na kawę po zajęciach. Miałyśmy sobie tyle do opowiedzenia. W końcu nie widziałyśmy się od czterech lat. Dołączyć do nas miała jeszcze koleżanka Pezz - Eleanor. Nie przeszkadzało mi to. Wręcz przeciwnie. Cieszy mnie, że będę miała w Londynie kogoś znajomego. Czas spędzony na zajęciach nijał bardzo szybko więc ani się obejrzałam a była już piętnasta czyli godzina, w której mogłam opuścić uczelnię. Wyszłam przed budynek gdzie czekały na mnie dziewczyny i udałyśmy się do pobliskiej kawiarni. Bardzo miło nam się rozmawiało. El to wspaniała dziewczyna i szybko znalazłyśmy wspólny język. Spędziłyśmy razem godzinę jednak dziewczyny stwierdziły, że muszą się już zbierać więc nie zatrzymywałam ich. Zostałam sama aby dopić kawę i kiedy miałam już się zbierać dostrzegłam na stoliku, w miejscu gdzie siedziała Perrie czarny telefon. Zapewne dziewczyna w pośpiechu o nim zapomniałam. Zabrałam urządzenie i schowałam do torby. Oddam jej jutro jak spotkamy się na uczelni. Kiedy dotarłam do domu Deana jeszcze nie było. Pewnie musiał zostać dłużej w pracy. Ledwie zamknęłam za sobą drzwi a w mojej torbie rozdzwonił się telefon mojej kuzynki. Odebrałam.
- Halo?
- Ivy? Dzięki Bogu, że go znalazłaś.
- Ach Pezz, wcale się nie zmieniłaś. Nadal tak samo roztrzepana. - zaśmiałam się.
- Taak, masz rację. Słuchaj byłby to dla Ciebie problem jeśli mój chłopak przyjechałby odebrać telefon? Nie potrafię bez niego wytrzymać.
- Nie, jasne, że nie. Wyślę na numer, z którego dzwonisz adres.
- Dzięki jesteś kochana. - powiedziała i rozłączyła się a ja wysłałam swój adres pod odpowiedni numer. Poszłam do łazienki związać włosy w luźnego warkocza gdyż tak było o wiele wygodniej a następnie udałam się do kuchni przygotować coś to jedzenia. Wstawiłam wodę na kawę i zajęłam się robieniem tostów. Kiedy woda się zagotowała a ja zaparzyłam kawę rozległ się dzwonek do drzwi. Pewnie Dean znów zapomniał kluczy bo niemożliwe żeby chłopak Perrie dojechał tak szybko.
- Eee, przyjechałem po telefon Pezz - usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się a kubek, który trzymałam wypadł z moich dłoni i rozsypał się na kawałki rozlewając swoją zawartość po podłodze.
- Ivy? - zapytał chłopak, który był w takim samym szoku jak ja.
- Witaj Zayn.



Taadam! Haha.;d
Mam dzisiaj wyjątkowo dobry humor i udało mi się naskrobać dla was rozdział. Bardzo dziękuję wszystkim za komentarze! Nawet nie macie pojęcia jaki uśmiech wywołujecie tą drobnostką na mojej twarzy. ;)
Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba i liczę na szczere opinie.
+ Nowa postać w zakładce bohaterowie.
- Ivy. ;)